Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laphroaig. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laphroaig. Pokaż wszystkie posty

21 sie 2016

Published 13:52 by with 0 comment

Moja Islay 2016 - Destylarnie: Ardbeg, Laphroaig, Lagavulin - wycieczka do Szkocji odc. 4


Drugi dzień naszego zwiedzania wyspy przeznaczyliśmy na wizyty w trzech destylarniach położonych najbliżej naszego centrum wypadowego: Ardbeg, Lagavulin i Laphroaig. Znajdują się one pomiędzy Callumkill a Port Ellen i dzieli je jakieś 5 do 15 minut spokojnym spacerkiem. Wzdłuż drogi znajduje się sfinansowana przez hojną UE trasa spacerowo-rowerowa, dzięki której będziemy mogli spokojnie przemieścić się z jednego do drugiego miejsca, podziwiając pastwiska pełne owiec i nadmorski krajobraz. Pamiętajmy o wcześniejszym zaplanowaniu poszczególnych atrakcji z pomocą Islay & Jura Destilleries Tour Times 2016


ARDBEG:

Nasza wyprawa do Ardbega rozpoczęła się właściwie dzień wcześniej. Wracając z późnego obiadu wstąpiliśmy do recepcji destylarni, aby spytać o dostępność wycieczek. Zapewniono nas, że kolejnego dnia nie będzie problemu z miejscami na wybrane wycieczki, podziękowaliśmy więc i udaliśmy się do domu. Jak się okazało rano, wyprzedził nas autobus pełen turystów i dostanie się na zwiedzanie z degustacją nie było możliwe. Nasze polskie charaktery dały o sobie znać i powiedzieliśmy, co o tym myślimy, w kontekście wczorajszych zapewnień o braku konieczności rezerwacji miejsc. Chłopak, który skonsternowany przyjął nasze uwagi, zniknął na chwilę, po czym okazało się, że na godzinę został naszym przewodnikiem - firma specjalnie dla nas zorganizowała osobną wycieczkę. Kolejny raz szkocka gościnność dała o sobie znać, a my dreptaliśmy w stronę magazynów, rzucając sobie skruszone spojrzenia. O wszystko wystarczy grzecznie poprosić!


Sama destylarnia powstała oficjalnie w 1815 roku, założona przez rodzinę MacDougall, choć już lata wcześniej (dzięki nie do końca legalnej działalności) alkohol płynął tu z alembików. Historia marki pełna jest wzlotów i upadków spowodowanych zmianami właścicieli. Dowiedzieliśmy się, że w pewnym momencie firmy nie stać było nawet na zburzenie zbędnych budynków i tylko dzięki temu zachowały się do dziś. Obecnie Ardbeg należy do Glenmorangie PLC, która z kolei została nabyta przez koncern Louis Vuitton Moet Hennessy w 2004 roku. 

Destylarnia otwarta jest dla zwiedzających od 9:30 do 17:00. Oferuje różne formy zwiedzania oraz odpoczynek w klimatycznej restauracji, gdzie będziemy mogli się posilić przed kolejną wycieczką. Za 5 funtów zostaniemy poinformowani o historii destylarni i zobaczymy cały proces produkcji. Jeśli jednak już widzieliśmy go w innym miejscu na wyspie, możemy spokojnie przejść do degustacji. Co ciekawe, w sklepie Ardbega możemy nabyć specjalne, niedostępne w normalnej sprzedaży butelki (np. Ardbeg Kildalton Cross, Supernova Comittee Release), od których ceny możemy odjąć wartość zakupionych biletów na podstawowe zwiedzanie. Dzięki temu np. Kildalton Cross, który w Polsce kosztuje około 3000 zł, będzie możliwy do kupienia po 120 funtów (minus 5 funtów za każdy bilet). 

W ofercie zwiedzania znajdują się:

- Ardbeg Full Range Tour & Tasting - 1.5 h, 20 funtów - jest to zwiedzanie destylarni połączone z degustacją podstawowych dramów destylarni. W cenie mozna było spróbować Ardbeg 10 Y.O., Ardbeg Uigeadail, Ardbeg Corryvreckan, Ardbeg Supernova Comittee Release i Kildalton Cross. Za dobre słowo polano nam także najnowszego wypustu - Ardbeg Dark Cove.

- Wood & Whisky in Warehouse 3 - 1 h, 30 funtów - czyli szkolenie dotyczące wpływu używanych tu beczek na alkohol, połączone ze zwiedzaniem magazynu nr 3 i degustacją.  

- Deconstructing the dram - 2.5 h, 40 funtów - degustacja wypustów Ardbeg połączona ze szkoleniem dotyczącym łączenia poszczególnych destylatów. 

- Bog off walk - 3 h, 50 funtów - to wycieczka śladem szkockiego torfu. Połączenie dłuższego spaceru, szkolenia, lunchu, degustacji i miło spędzonego czasu, choć należy pamiętać, że wycieczka uzależniona jest od pogody. 

- Loch Uigeadail Hike - 5-6 h, 80 funtów - to bardziej rozbudowana wycieczka do serca whisky, czyli nad jezioro z którego pobierana jest woda do jej produkcji.


Zdecydowanie polecamy degustację i zakupy w sklepie. Ze wszystkich destylarni, tylko Laphroaig był w stanie nas zainteresować jeszcze sklepowymi propozycjami, o czym niebawem. Z drugiej strony uprzejmie prosimy o wybaczenie, jeśli zbyt pochlebnie podchodzimy do Ardbega, ale ...uwielbiamy tę bagnistą whisky :-) 

Ardbeg Destillary
tel: (01496) 302244
lcampbell@glenmorangie.co.uk
www.ardbeg.com

LAPHROAIG:

Mimo, że bliżej z Ardbega było do Lagavulina, to akurat Laphroaig poszedł na drugi ogień. Po pierwsze - pasowały nam godziny zwiedzania. Po drugie jako członek Friends of Laphroaig, chciałem jak najszybciej dokonać inspekcji moich włości. 


Destylarnia została założona w tym samym okresie, co Ardbeg, jednak zarejestrowana kilka lat później. Nie przeszkadzało to jednak w świętowaniu niedawno 200 urodzin i wypuszczeniu na tę okazję Laphroaig Lore. Ze względu na pobieranie wody z tego samego źródła, co Lagavulin, obie destylarnie przez lata pogrążone były w sporach prawnych.  Po kilkukrotnej zmianie właścicieli Laphroaig obecnie należy do Suntory (Japończycy dotarli aż tu). 

Sam kompleks dostępny dla zwiedzających robi wrażenie. Destylarnia położona jest w malowniczej zatoczce, otoczona białymi murami i lasem. W swoim wnętrzu kryje miejsca produkcji i magazynowania whisky, a także sklep i muzeum. W sklepie wita się gości darmowym dramem i łakociami. Do wyboru mamy Laphroaig 10 Y.O., Select, Quarter Cask i Triple Wood, a także ciągutki i trufle o smaku whisky.  W cenie 45 funtów można było zakupić Laphroaig 10 Y.O. Cask Strenght Batch 008, który u nas w kraju jest praktycznie niedostępny. 
Niestety tym razem nasz urok osobisty nie zadziałał - wycieczka, którą mieliśmy w planach, odbyła się bez nas z powodu zbyt wielu chętnych. Postanowiliśmy więc, uzbrojeni w kieliszki, spędzić chwilę na słońcu i rozkoszować się pogodą. 




Friends of Laphroaig:

Jeśli należycie do Friends of Laphroaig (a czemu mielibyście nie należeć?), to nie możecie wyjechać bez odwiedzenia swojej stopy kwadratowej ziemi. W skrócie cały proces wygląda następująco: każda butelka Laphroaiga zawiera karteczkę z kodem, który po wpisaniu na stronie producenta zapewni nam status "przyjaciela destylarni". Dzięki temu mamy dostęp do zniżek, specjalnych promocji i wspomnianego skrawka ziemi na Islay. Otrzymujemy go w dożywotnią dzierżawę, a firma za jego użytkowanie wypłaca nam czynsz w postaci miniaturki Laphroaig 10 Y.O.. Wystarczy w muzeum wydrukować swój certyfikat, a w sklepie otrzymamy stempel (czynsz pobrano) i buteleczka jest nasza. Co ciekawe, okazało się, że jeśli znacie numer działki innego "przyjaciela", możecie w jego imieniu odebrać czynsz. Jako że jeden z naszych redaktorów nie mógł wybrać się z nami w podróż, ściągnęliśmy należność i po powrocie dostarczyliśmy do rąk własnych. 
Po otrzymaniu swojego drama możemy iść na pole, położone po drugiej stronie drogi dojazdowej do destylarni i odnaleźć swój skrawek ziemi, a następnie oznaczyć go dostępną w muzeum flagą w swoich narodowych barwach. Polski akurat zabrakło, więc przerobiliśmy delikatnie Austrię i BAM! - misja wykonana. 



W ofercie zwiedzania znajdują się:

- Destillery Tour - 1 h, 6 funtów - normalna wycieczka po destylarni z jednym kieliszkiem degustacyjnym w cenie. 

- Flavour Tasting - 3/4 h, 15 funtów - nie zwiedzamy, ale degustujemy podstawowe 3 wydania whisky i odpowiednio dobrany poczęstunek

- Premium Tasting - 1 h, 30 funtów - nie zwiedzamy, ale degustujemy 4 limitowane edycje whisky i odpowiednio dobrany poczęstunek

- Destiller's Wares - 2.5 h, 60 funtów - zwiedzanie połączone z degustacją wypustów prosto z beczek w magazynach, połączone z zabutelkowaniem 250 ml wybranego wypustu.

- Water Whisky Experiance - 4.5 h, 90 funtów - połączenie wszystkiego powyżej i więcej, tj. zwiedzanie destylarni, wycieczka do źródła wody używanej przez Laphroaig, cięcie torfu, lunch, degustacja wypustów z beczek i na koniec zabutelkowanie 250 ml wybranej whisky.

Laphroaig Destillery
tel: 44 (0)1496 302418
tourbookings@laphroaig.com
www.laphroaig.com


LAGAVULIN:

Na koniec przyszedł czas na Lagavulina. Ostrzegam, nie jestem jego fanem. Wiem, że wśród czytających znajdzie się kilka osób, które smak Lagavulina przenosi do krainy uniesienia, ale mnie jakoś nie zdołał poruszyć. Dlatego tę wycieczkę zostawiłem na koniec. Miałem nadzieję, że degustacja, zwiedzanie i sam klimat destylarni zrobią na mnie na tyle duże wrażenie, że wreszcie zmienię zdanie na temat ich produktów... Ale po kolei. 



Lagavulin często określana jest jako "the aristocrat of Islay". Z gaelickiego oznacza "młyn w małej dolinie / kotlinie". Został założony w 1937 roku i jego dzieje (jak wspomniałem wyżej) nierozłącznie związane są z sąsiadem - Laphroaigiem. Mimo wielu prób odtworzenia smaku wypustów sąsiada, zatrudnianiu ich pracowników, kopiowaniu urządzeń i zakupu tych samych produktów, nigdy nie udało się uzyskać podobnego smaku alkoholu. Obecnie destylarnia wchodzi w skład koncernu Diageo. Podstawowym wypustem jest Lagavulin 16 Y.O., który był wielokrotnie nagradzany i mimo swojej wysokiej ceny ma rzeszę fanów. Miałem okazję spróbować także wersji 12-letniej w sile beczki i dopiero ta edycja przemówiła moim językiem (Albo ja jej. Przy tej mocy można się pomylić.). 

Po wejściu do destylarni wita nas niewielki sklepik i odrobinę znudzeni pracownicy. Niby coś odpowiadali, ale w tak ospały sposób, że pierwsze wrażenie okazało się najsłabsze z wszystkich destylarni. Oferta sklepu tez nie zachwyciła, choć można było popodziwiać sobie butelki Port Ellen osiągające kosmiczne ceny. Zdecydowaliśmy się na wycieczkę ze zwiedzaniem, ale zmęczenie wzięło górę. Przewodnik silił się na dowcipy o tym, jak to w razie pożaru powinniśmy spokojnie udać się do wyjścia ewakuacyjnego, ale ze względu na płonący alkohol i tak pewnie nasz spokój zostanie zaburzony. Wszyscy zginiemy. Ha. Ha. Niesmak po żarcikach z powodzeniem zmyła degustacja. 



Po obejrzeniu całego kompleksu produkcyjnego, udaliśmy się na mieszczący się na tyłach szeroki pomost, z którego można było obserwować ruiny zamku Dunyvaig i zakotwiczone w zatoce żaglówki. Wyglądało to tak, jakby ktoś przypłynął sobie łodzią w okolice wyspy, podpłynął pontonem, wysiadł na degustację i ogólnie był na najlepszych wakacjach w życiu. Piękny widok. 


Następnie wróciliśmy do klimatycznej sali degustacyjnej i zostaliśmy poczęstowani pożegnalnym kieliszeczkiem do wyboru: Lagavulin 8 Y.O., Lagavulin 12 Y.O. i Lagavulin 16 Y.O.. Sącząc whisky obserwowaliśmy, jak pozostali wycieczkowicze po kryjomu chowali do kieszeni degustacyjne kieliszki i cichutko kierowali się do wyjścia. W nas po całym dniu nie została krztyna "krępacji". Brzęcząc szkłem przy każdym kroku pożegnaliśmy się z obsługą i poszliśmy w kierunku domu. 


W ofercie zwiedzania znajdują się:

- Distillery Tours  - 1 h, 6 funtów - zwiedzanie destylarni połączone z degustacją jednego wypustu z podstawowych edycji.  

- Warehouse Demonstration - 1 h, 23 funty - zwiedzanie ograniczone jedynie do magazynów destylarni i degustacji.

- Sensory Tasting Experience 1.5 h, 35 funtów - rozbudowana degustacja, połączona z odkrywaniem poszczególnych elementów palety danego wypustu whisky, a także szkolenie na temat używanych beczek.

- Core Range Tasting Tour  - 1 h, 15 funtów - degustacja wszystkich podstawowych edycji whisky destylarni.


Lagavulin Destillery
tel: 44(0)1496 302749 
lagavulin.distillery@diageo.com
www.discovering-distilleries.com/lagavulin

Zobacz także:


 
  

Read More
      edit

17 sie 2016

Published 00:15 by with 0 comment

Moja Islay 2016 - Destylarnie: Bunnahabhain i Caol Ila - wycieczka do Szkocji odc.3



Jak wspominaliśmy wcześniej, Islay mieści na swoim terenie aktualnie osiem prężnie działających destylarni: Ardbeg, Bunnahabhain, Bruchladdich, Bowmore, Caol Ila, Kilchoman, Lagavulin, Laphroaig. Ze względu na trzydniowy pobyt na wyspie musieliśmy podzielić nasz czas tak, aby zobaczyć jak najwięcej i nie zwariować. Sprawy nie ułatwiają ustalone z góry godziny wycieczek w poszczególnych destylarniach, bo często się zazębiają.

Warto przed wyjazdem zaopatrzyć się w plan atrakcji dla Islay i Jury na dany rok - Islay and Jura Destillaries Tour Times 2016. Jest on dostępny zarówno w internecie, jak i w każdej destylarni. Z jego pomocą będziecie mogli sprawdzić dostępne eventy, ich ceny i godziny rozpoczęcia. Warto także rozważyć wcześniejsze rezerwacje miejsc na wycieczki, na których najbardziej wam zależy. W naszym wypadku było to zwiedzanie magazynu nr 9, powiązane z degustacją czterech wypustów prosto z beczek i możliwość zabutelkowania jednego z nich w Bunnahabhain. Wystarczył telefon kilka dni wcześniej i miejsce było nasze. 

Najlepiej podzielić atrakcje ze względu na regiony, w których znajdują się destylarnie - odległości między nimi nie są wielkie, ale z pewnością ułatwi to zwiedzanie. W naszym wypadku pierwszego dnia zwiedziliśmy Caol Ila i Bunnahabhain, drugiego dnia Ardbeg, Lagavulin i Laphroaig, a trzeciego Kilchoman, Bruchladdich i Bowmore. Jeśli będziecie przebywali na wyspie dłużej, zalecałbym przeznaczenie jednego dnia na odpoczynek, gdyż już po dwóch dniach, mimo olbrzymiego szacunku do procesu produkcji whisky, mieliśmy po prostu dosyć. We wszystkich tych miejscach dostępne są podstawowe wycieczki, dzięki którym zobaczycie procesy suszenia, zacierania, destylacji i maturacji alkoholu. Procesy są na tyle zbliżone, że po ich poznaniu (podczas jednej, czy dwóch wycieczek - my zaliczyliśmy cztery i każda była bliźniaczą siostrą poprzedniej) lepiej wybrać się na konkretną degustację lub bez wcześniejszego planowania odwiedzić sklep destylarni, spędzając tam miło czas. W przypadku Ardbega i Kilchomana można skorzystać z restauracji i posilić się miejscowymi specjałami. 

Na pierwszy strzał poszły Coal Ila i Bunnahabhain. Relacje z tych wycieczek znajdziecie poniżej. Zapraszamy. 

CAOL ILA:

Destylarnia położona tuż obok Port Askaig, jednak ze względu na wąskie drogi-serpentyny, nie liczyłbym na beztroski spacer. Nie znajduje się tam też żadna kawiarnia, więc należy założyć, że nasze pobudzone degustacją żołądki najbliższy posiłek znajdą w portowej restauracji, która otwierana jest dopiero po 12:00. Istnieje tez możliwość, że kucharz ugotuje coś specjalnie dla Was już o 10:00, ale do tego wymagane są czary, w postaci słówka "proszę" i ujmujących uśmiechów. 



Historia destylarni sięga 1846 roku, kiedy to Hector Henderson kolejny raz (po Littlemill) postanowił spróbować swoich sił na rynku gorzelniczym. Caol Ila w gaelickim oznacza "Sound of Islay", jednak nie w znaczeniu "Dźwięk Islay", a "Cieśnina Islay", co odnosi się do przesmyku między wyspami Islay i Jurą. Same budynki po przejęciu przez DCL (obecne Diageo) zostały gruntownie przebudowane w 1973 roku. W tym czasie zwiększono ilość alembików z dwóch do sześciu. Obecnie alkohol płynie z aż czterech par miedzianych gigantów. Destylat używany jest głównie do blendów (Johnnie Walker, Bell's, Black&White), ale zapotrzebowanie na single malt stale rośnie. 

Płacąc 6 funtów zwiedzimy destylarnię (brak możliwość robienia zdjęć w środku), posłuchamy historii zakładu, a także będziemy mieli możliwość degustacji dwóch z trzech dramów do wyboru (Caol Ila 12 Y.O., Caol Ila Destiller's Edition, Caol Ila Moch). W tej cenie otrzymamy także kieliszek degustacyjny z logo gorzelni. Poza zwyczajnym zwiedzaniem możemy także skorzystać z :


-Whisky & Food Paring - 1h, 23 funty - gdzie próbując 5 rożnych wersji destylatu (w tym unpeated - nietorfowej), będziemy mogli połączyć degustację alkoholu z jedzeniem (czekolada i ser). 

-Premium Tasting Tour - 1,5h, 23 funty - gdzie będzie można skosztować wyjątkowych wypustów destylarni, włącznie z limitowanymi edycjami z magazynów firmy. 

Caol Ila Distillery, Caol Ila, Port Askaig, Isle of Islay 
tel: 01496 302769 
caolila.distillery@diageo.com 
www.discovering-distilleries.com/caolila




BUNNAHABHAIN:

Bunnahabhain to kolejna destylarnia, do której trafiliśmy po wizycie w Caol Ili. Wydaje się, że odległość między zakładami nie jest duża, ale nie polecam spaceru. Na wyspie znajduje się wystarczająco dużo atrakcji wycieczkowych. Lepiej poświęcić pewnie ograniczony czas na to po co tu przyjechaliście. My właśnie tak zrobiliśmy. 


Sama destylarnia zbudowana została w latach 1881-1883 i miała początkowo produkować wkład do blendów. W języku gaelickim Bunnahabhain oznacza "ujście / usta rzeki". W okolicy wybudowano kwatery pracownicze, które obecnie zamieszkują trzy rodziny i wioska wygląda na wyludnioną. Aż dziw bierze, że nie przebudowano tego na agroturystykę. Byłbym pierwszym klientem. 



Gorzenia sprowadza wodę nietorfowaną i korzysta z łagodnego słodu. Podobno trzy razy dziennie dwudziestotonowe tiry przywożą z Port Ellen jęczmień, przemierzając kręte i wąskie drogi dojazdowe. Jeśli my mieliśmy z tym problem, to tym bardziej jestem pełen podziwu dla ich kierowców. 


Dzięki sposobom produkcji i używanym składnikom Bunnahabhain to najłagodniejszy destylat z Islay. Firma produkuje także torfowe destylaty o nazwie Moine, jednak osobiście uważam, że są raczej odpowiedzią na obecną popularność tych aromatów, ale nie stanowią serca gorzelni - serce tego miejsca leży w wersjach 12 Y.O., 18 Y.O. i 25 Y.O.. Alkohol leżakuje w beczkach po bourbonie lub sherry. Mieliśmy okazję zwiedzić magazyn i wielkie beczki zrobiły na nas wrażenie. 



Skorzystaliśmy z wycieczki ze wskazaniem poszczególnych elementów produkcji destylatów (można było robić zdjęcia) i ta wycieczka okazała się najciekawsza ze wszystkich w podstawowej opcji. W cenie 7 funtów otrzymujemy godzinne zwiedzanie, możliwość uzyskania odpowiedzi na wszelkie pytania, życzliwą atmosferę i ciekawe anegdoty. Beczki nie udało nam się kupić, coś kilka razy składałem ofertę opiewającą na sumę, jak się okazało bardzo, bardzo niską. Według przedstawiciela firmy, beczki sprzedawane są obecnie w bardzo ograniczonych ilościach i niestety nie dla osobom prywatnym. Czas więc chyba założyć działalność gospodarczą i wygrać na loterii. Na sam koniec mogliśmy spróbować 12-letniej edycji whisky. 



Poza zwyczajnym zwiedzaniem możemy także skorzystać z:

- Dram Tour - 1h, 10 funtów - zawiera w sobie zwiedzanie destylarni plus dwa kieliszki do degustacji, z czego jeden to wersja 12-letnia, a drugi to wersja z siłą beczki, do wyboru przez zwiedzającego. 

- Tasting Tour - 25 funtów - zawiera zwiedzanie destylarni plus degustację czterech limitowanych edycji whisky z gorzelni.

- Warehouse No. 9 Tasting - 25 funtów - możliwość zwiedzania magazynu nr 9 i degustacji 4 różnych edycji Bunnahabhain, spoza zakresu sklepowego, prosto z beczek po sherry i bourbonie. Na koniec, za kolejne 30 funtów, można zabutelkować 200 ml alkoholu, który najbardziej przypadł nam do gustu z wcześniej próbowanych destylatów i opisanie go własną etykietą. 




My skorzystaliśmy z ostatniej opcji i 4 kieliszki o mocy 58% ABV skutecznie zatrzymały na na jakiś czas w okolicy. Aż dziw bierze, że policja z alkomatem nie stoi na rogatkach w godzinach zakończonych degustacji. 

Bunnahabhain Destillary
tel: 01496 840 557 
info@bunnahabhain.com 
twitter: @bunnahabhain | f: /bunnahabhain 
www.bunnahabhain.com



Co ważne, wszystkie destylarnie zamykane są około 16:00, mniej więcej wtedy, gdy otwierają się restauracje w Port Ellen i Bowmore. Dlatego zaplanujcie wycieczki w taki sposób, aby do tego czasu zobaczyć wszystko w gorzelniach i wykorzystać pozostałe godziny popołudnia i wieczoru na spacery i posilanie się przed kolejnym dniem wrażeń. 

Zobacz także:

 




Read More
      edit

7 sie 2016

Published 23:08 by with 0 comment

Moja Islay 2016 - Historia wyspy i natura - wycieczka do Szkocji odc. 2



Islay to nie tylko jedna z wielu Szkockich wysp, to także jeden z pięciu przy Speyside, Highlands, Lowlands i Campbeltown regionów, na które podzielono szkocką produkcję whisky. Wypusty każdego z tych regionów charakteryzują się na tyle wyjątkowymi cechami, że wprawiony nos rozpozna od razu różnice pomiędzy kieliszkami. Mimo, że w dzisiejszych czasach produkcja whisky opiera się głównie na próbie trafienia w przyszłe zapotrzebowanie rynku, to nadal wyżej wymienione regiony starają się zachować swój lokalny klimat.

Jeśli po jednej stronie mapy aromatów whisky umiejscowimy te bliskie owocom, wonnym kwiatom, słodyczy i delikatności (charakterystyczne np. dla regionu Speyside), to po drugiej stronie zawsze znajdzie się Islay, ze swoimi fenolami, torfem, aromatami medycznymi i dymnymi. Skąd akurat taki podział? Odpowiedź jest prosta. Wszystkiemu winy jest terroir - zbiór czynników geograficznych, czy geologicznych danego obszaru, mający wpływ na produkt końcowy, w tym przypadku whisky. Jeśli chodzi o sam terroir w przypadku złotej królowej alkoholi, zdania są podzielone. Z jednej strony nie można z czystym sumieniem powiedzieć, że jakiś region obfituje tylko w dane aromaty, za co odpowiedzialne są lokalne składniki. W obecnych czasach woda do produkcji whisky często sprowadzana jest z innego regionu, a jęczmień pochodzi nawet z innego kraju. Dwie sąsiadujące ze sobą destylarnie, korzystające z tych samych składników mogą wyprodukować dwa zupełnie różne destylaty.


Z drugiej strony biorąc pod uwagę, że lokalne warunki zmusiły zamieszkujących dany region do produkcji takich, a nie innych wyrobów, należy zgodzić się, że gdyby nie charakterystyczny terroir, to pewnie w Szkocji można by uprawiać głównie ziemniaki, z których łatwiej wydestylować wódkę, niż whisky. Polska mogłaby korzystać z zapasów trzciny cukrowej, produkując rum, a Karaiby obsiane byłyby żytem. Jednak tak nie jest. Korzystamy z tego, co mamy pod ręką i co doskonale sprawdza się w danym klimacie. Jęczmień okazał się doskonałym wyborem w szorstkim, morskim klimacie Szkocji, a jego nadmiar posłużył do produkcji alkoholu. Czemu o tym piszemy?
Myśląc o Islay przed oczyma mamy grudy torfu, jakim opalano piece do suszenia zboża, a w ustach czujemy smak kolejowych podkładów. Tutaj torf towarzyszył osadnikom odkąd tylko się pojawili, a było to jeszcze na długo przed przybyciem wikingów. Nic więc dziwnego, że jest tak charakterystycznym elementem wytwarzanego tu alkoholu. Jak pisze Dave Broom w "Wielkim atlasie świata whisky" cyt.: "W Islay nie sposób uciec od torfu. To DNA tutejszych maltów". 


Oczywiście w tym momencie bardzo generalizujemy. Destylarnie takie jak Bunnahabhain, czy Bruichladdich szczycą się wypustami lekkimi, delikatnymi i niemal pozbawionymi wpływu fenoli. Nadal jednak zgniłe wodorosty zbite w ziemiste grudy są bezsprzecznie sztandarowym symbolem wyspy.
Podobno znawcy są w stanie rozpoznać alkohol destylowany ze słodu suszonego torfem pozyskanym z wyspy, od tego ze stałego lądu. Dla nas to jeszcze nieosiągalna sztuka, ale cel godny dążenia.

Na wyspie zachowały się pozostałości po odległych kulturach np. Celtów, czy Piktów. Krzyż Kildalton, mający kilkaset lat, jest tego najlepszym przykładem. Nie stoi on jednak w muzeum, ale dostępny jest dla każdego turysty odwiedzającego wyspę. To doskonały pokaz mentalnego spokoju jej mieszkańców.
Mimo, że nowożytna historia wyspy rozpoczyna się w okolicach XI wieku od poszukujących schronienia Irlandzkich mnichów (później z kaplicy św. Kierana), to sama destylacja alkoholu pojawiła się odrobinę później, za sprawą rodziny MacBeatha. Podobno jej członkowie służyli na dworze władców wyspy (klanu MacDonaldów) jako cyrulicy i medycy. Sama whisky miała powstać w okolicach XV wieku, choć daleko jej było do dzisiejszej formy.


W 1493 roku zakończyło się panowanie klanu MacDonaldów na wyspie.  Sprzymierzając się z królem Anglii, dopuścili się zdrady, a następnie zostali pokonani przez władcę Szkocji. Po krótkich walkach o wpływy, ostatecznie władzę nad wyspą roztoczyła rodzina Campbellów i sprawowała ją aż do XVIII wieku, kiedy zmuszona została do sprzedaży swoich terenów rodzinie Campbellów z Shawfiled. Ci drudzy mając poparcie szkockiego parlamentu i zyskawszy sporą rekompensatę za spalone podczas zamieszek nieruchomości w Glasgow, przenieśli swoje wpływy na Islay, zakładając tam później wioskę, a następnie pierwszą oficjalną destylarnię - Bowmore w 1768 roku.
Od tego czasu rozwój wyspy oparty był na wzroście znaczenia lokalnych upraw, destylowaniu alkoholu i rozbudowie infrastruktury. Choć kolejne lata miały okazać się trudnymi dla nowopowstałych gorzelni, wyspa ma się dobrze. Ani wojny, ani kryzysy finansowe, ani prohibicja, ani zmiany gustów konsumentów whisky nie zniszczyły ducha torfowego alkoholu.
Obecnie wyspę zamieszkuje ponad 3000 mieszkańców. Jej powierzchnia to 600 kilometrów kwadratowych, przy długości linii brzegowej 130 mil. Znajduje się tu 8 działających destylarni: Adrbeg, Bunnahabhain, Bruchladdich, Bowmore, Caol Ila, Laphroaig, Lagavulin i najmłodszy Kilchoman. 



Królowa Hebryd  - Islay i okoliczne wody, to także dom dla 200 różnych gatunków między innymi jeleniowatych, zajęczaków, gryzoni, fok, delfinów, wydr i mnóstwa ptaków, w tym, jak udało się nam osobiście przekonać - walecznych pawi. Te ostatnie podczas jednej z naszych wycieczek postanowiły popisać się przed swoimi paniami i przeprowadziły atak na nasze wynajęte autko. Myślicie, że warki silnika lub klakson je wystraszył? Mieszkańcy wyspy są nieugięci. Mimo przewagi tony metalu, to my ustąpiliśmy im pola mając na uwadze zarówno ich zdrowie, wygórowane ego, jak i ubezpieczenie AC auta.





Reasumując: nawet, jeśli nie jesteś fanem whisky (a próbowałeś być?) lub stan zdrowia nie pozwala na degustację, wyspa obfituje w wiele urozmaiceń w postaci malowniczych wycieczek, kulturowych zabytków, a także specyficznych smaków tutejszych kulinariów. 

Zobacz także:

Read More
      edit

2 sie 2016

Published 06:18 by with 0 comment

Moja Islay 2016 - Przygotowanie do wyprawy - koszty/rezerwacje/czas - wycieczka do Szkocji odc.1


 


Wycieczkę na Islay najlepiej zaplanować ze sporym wyprzedzeniem. Pisząc "spore" mam na myśli ponad pół roku. Największa część budżetu to koszty biletów lotniczych i kwaterunku na wyspie. Te pierwsze zmieniają się znacznie, w zależności od pory roku planowanej wycieczki i wyprzedzenia z jakim je kupimy (ceny wahają się od kilkudziesięciu złotych do nawet ponad tysiąca). Ceny wynajmu lokum również są zależne od sezonu (różnica nawet kilkuset funtów tygodniowo), a liczba miejsc w atrakcyjniejszych lokalizacjach jest mocno ograniczona. Do ogólnych kosztów dojdzie na pewno wynajęcie auta, rezerwacja promu, wycieczki po destylarniach, paliwo i jedzenie. Szczegóły postaram się opisać poniżej, póki wspomnienia z planowania i wyjazdu są świeże. Zanim zapomnę jednak, chciałem serdecznie podziękować przyjaciołom w degustacyjnym kieliszku, którzy z chęcią podzielili się wcześniej własnymi doświadczeniami osobiście lub za pośrednictwem stron internetowych. W dużej mierze to dzięki nim planowanie nie wydawało się skokiem na zbyt głęboką wodę.

Podziękowania należą się:
- Danielowi i Grzegorzowi z www.whiskymywife.pl
- Łukaszowi z www.lukloveswhisky.pl
- Janowi z www.johnnieswhiskies.blogspot.pl

A teraz konkrety:

Islay to wyspa wchodząca w skład archipelagu Hebryd wewnętrznych, położona na zachodnim wybrzeżu Szkocji - ok. 2h drogi promem od 'stałego lądu'. Jak wiemy największa część Szkocji zajmuje północny fragment Wielkiej Brytanii, więc gdy ktoś miejscowy mówi "main land" odnosi się do tejże wyspy, a nie reszty naszego kontynentu, jakby się mogło wydawać. Aby się na nią dostać, najpierw musimy dotrzeć do Szkocji - wybraliśmy podróż samolotem do Glasgow, z tego lotniska jest też najbliżej do portu; a później dojechać do Kennacraig - miejsca, z którego odpływają promy do dwóch portów na Islay - Port Ellen i Port Askaig. Bez względu na to, gdzie na wyspie znaleźliście nocleg, warto wziąć pod uwagę oba połączenia - porty znajdują się co prawda na przeciwległych biegunach wyspy, ale jest ona niewielka, a oczekiwanie na wybrany prom może okazać się dużo bardziej czasochłonne niż dojazd do domku/hotelu z konkurencyjnego portu. Następnie tylko hulać, ile wlezie, bo wyspa oferuje naprawdę dużo atrakcji i nie wszystkie wiążą się z procentami.

KOSZTY:

- BILETY LOTNICZE: Co jakiś czas na stronach tanich przewoźników typu Ryanair pojawiają się promocje np. 89 zł w jedną stronę do Glasgow. Zastanówcie się najpierw, w jakim terminie możecie sobie pozwolić na wyjazd. Najlepiej wyznaczyć kilka i polować na tańsze bilety w którymś z nich. Zawsze wczesna wiosna i późniejsza jesień oznaczają okresy mniejszego zainteresowania turystów i więcej dostępnych miejsc noclegowych w atrakcyjnych cenach, niestety wiążą się też z niższą temperaturą i obfitymi opadami.
My akurat mogliśmy sobie pozwolić jedynie na wyjazd w środku boomu turystycznego, czyli w lipcu. Kupując bilety w styczniu, zapłaciliśmy ok. 350 zł od osoby. Kupując bilety dwa miesiące później musielibyśmy zapłacić już nawet 1000 zł. Chodzi tu oczywiście o bilet w obie strony.
Musicie wziąć pod uwagę dodatkowe opłaty np. za bagaż. Ryanair pozwala na wniesienie na pokład dwóch bagaży podręcznych o wymiarach 55/40/20 i 35/20/20 cm. W trakcie naszej podróży, ani w jedną, ani w drugą stronę, nikt nie sprawdzał nam ilości i wymiarów toreb, jakie wnosiliśmy na pokład, musiały się jednak zmieścić do schowków nad głowami (większy) i pod siedzenie (mniejszy). Jeśli miejsca w schowkach zabraknie, należy oddać większą torbę podręczną do luków bagażowych pod pokład. Miejsca na tygodniowy zapas ciuszków w przepisowej walizce wystarczy, czemu więc piszę o bagażu dodatkowym? Ano przecież jakoś trzeba przewieźć magiczne buteleczki z wyspy. Nie włożymy ich do bagażu podręcznego, bo nie przepuszczą nas na lotnisku. Na strefie bezcłowej naprawdę nie ma co kupić i szkoda czasu na zawracanie sobie tym głowy. Ceny wysokie, a jakość niska. Warto natomiast zaopatrzyć się w wyjątkową buteleczkę z ulubionej destylarni. Może się okazać, że cena butelki na naszym rynku będzie trzykrotnie lub czterokrotnie większa, ze względu na niską dostępność. Niektóre edycje whisky dostępne są jedynie na miejscu - gratka dla konesera. Koszt 20-kilogramowego bagażu to około 350 zł w obie strony. Biorąc go na spółę z kilkoma osobami, zmniejszymy tę kwotę i każdy będzie mógł przywieźć unikalną pamiątkę (w UE limit przewozu napojów spirytusowych to 10 litrów na głowę - cała masa pamiątek).
Ryanair nakłada także dodatkowe opłaty za brak odprawy online - o czym trzeba pamiętać i wydrukować karty pokładowe wcześniej (można to zrobić już tydzień przed odlotem, co powinno, choć nie musi, zapewnić nam miejsca obok siebie; za wybór lepszych miejsc  i wcześniejsze wejście na pokład także trzeba dopłacać). Jeśli lecimy na mniej niż tydzień, możemy przed wylotem odprawić się też na lot powrotny, co oszczędzi nam poszukiwań drukarki na miejscu. 


- WYNAJĘCIE SAMOCHODU: Auto wynajęliśmy także przez stronę Ryanair. Przy zakupie biletów przewoźnik oferuje wiele dodatkowych usług, w "odpowiednich" cenach. Po przejrzeniu różnych ofert zdecydowałem się na jedną z opcji i w cenie około 750 zł wynająłem na 5 dni Golfa V..., a przynajmniej tak myślałem.
Ceny wynajmu zmieniają w zależności od kursu funta i terminu - warto mieć to na uwadze, szukając odpowiedniej oferty.
Na co jeszcze zwrócić uwagę? Kilka drobiazgów. Ryanair nie jest wypożyczalnią aut, tylko pośrednikiem. Na miejscu okazuje się, że wynajmujemy auto od zupełnie innej firmy i to z nimi mamy do czynienia, a przy jakimkolwiek kłopocie, oni są stroną umowy. Wszelkie reklamacje natomiast wyjaśniamy przez Ryanair. Może się więc okazać, że Golf V według firmy jest autem tej samej klasy, co Peugeot 208, dostajecie więc ten drugi, a ponieważ jeszcze w Polsce zapłaciliście za wynajem i jest 23:00, to nie ma z kim o tym rozmawiać. Może się też tak przydarzyć, że płacąc za auto w Polsce wystarczyła karta płatnicza, a na miejscu niezbędna jest karta kredytowa. Nie ważne, że opłaciliście (znów w Polsce) dodatkowe ubezpieczenie w Ryanair, żeby nie ponosić kosztów własnych przy ewentualnej szkodzie. To nie ma znaczenia. Firma nie widzi karty kredytowej i nie wydaje auta. Spowodowane jest to miejscowym ubezpieczeniem, o którym było napisane na stronie 33 w paragrafie 115 regulaminu firmy, który to na pewno przeczytaliście. Warto więc w Polsce zaopatrzyć się w kartę kredytową. Alternatywą jest akceptacja karty płatniczej za dodatkową opłatą za ubezpieczenie rzędu 50 funtów dziennie lub dodanie za 10 funtów dziennie dodatkowego kierowcy, który ma przy sobie zarejestrowaną na siebie kartę kredytową.
W zależności od firmy dostajemy auto z pełnym bakiem i takie mamy zwrócić lub z praktycznie pustym i po chwili czeka nas wizyta na stacji benzynowej. Cała 5 dniowa wycieczka kosztowała nas około 40 funtów za pełny bak paliwa - około 700 km. 


- REZERWACJA PROMU: Stronę główną promu, kursującego pomiędzy Kennacraig, a Islay znajdziecie tutaj: https://www.calmac.co.uk/kennacraig-portellen-portaskaig-islay-ferry-summer-timetable
Należy wcześniej założyć konto, wybrać port docelowy: Port Ellen lub Port Askaig (o tym było wcześniej) i oszacować godzinę, na którą uda Wam się dotrzeć na prom. Nam pierwsza jazda po lewej stronie drogi zajęła dwa razy więcej czasu, niż w drodze powrotnej. Z Glasgow do Kennacraig jest jakieś 150 km wąskimi drogami, które na mapie mogą wyglądać, jak ekspresówki, ale nimi nie są :-). Koszt przewozu promem jednej osoby w obie strony wynosi 13 funtów, a przewozu auta - 63 funty.
Promy odpływają zwykle 3 do 5 razy dziennie i jeśli się nic nie zepsuje, to wystarczy być 30 min przed czasem, ustawić się w odpowiedniej kolejce, wjechać na prom i kontynuować podróż. W razie przybycia wcześniej, nie znajdziecie na miejscu restauracji, czy kawiarni, ale możecie uraczyć się kawą z automatu. Polecamy odwiedzić oddalone o kilka mil miasteczko Tarbert. Znajdują się tam kawiarnie, restauracje, zamek i port, a przede wszystkim przemiły James Hamilton, właściciel sklepu Whisky West Coast. Na miejscu możemy i pogadać ze specjalistą z tego regionu, i zdegustować w miłym towarzystwie procentowe smakołyki, będziemy mieli także możliwość zakupu kolekcjonerskich edycji ulubionych butelek.
Na promie jest możliwość zakupu pamiątek w postaci książek, widokówek i innych gadżetów związanych z Islay. Są też dostępne podstawowe butelki z każdej destylarni i edycje degustacyjne. Osobiście polecałbym wstrzymanie się z zakupem. Ku mojemu zdziwieniu destylarnie oferują najlepsze ceny i jeśli nie kupiliście nic na rozgrzanie w podróży na strefie bezcłowej, to wstrzymałbym się do pierwszej wizyty w destylarni.
Samo jedzenie w promowej restauracji nie należy do najlepszych (delikatnie mówiąc), a każdy posiłek kosztować będzie około 15-20 funtów.



  - NOCLEGI: Na Islay jest wiele rożnych możliwości noclegu, ale należy je wcześniej zarezerwować i odpowiednio wcześnie opłacić zaliczki. Możemy znaleźć pokój w hotelu, w B&B lub wynająć domek. Z tego co się zorientowaliśmy, ceny są dość wysokie. Dwuosobowy pokój w hotelu kosztuje około 150 funtów wzwyż za dobę. Moja droga małżonka zalazła jednak super domek w Callumkill. W cenie 90 funtów za dobę otrzymujemy w pełni wyposażony domek w malowniczym otoczeniu, trzy sypialnie, położenie w sąsiedztwie Ardbega oraz sarny i daniele podchodzące wieczorami pod okna - gratis. Żyć nie umierać. Jedyne, na co trzeba zwrócić uwagę, to fakt, że domek wynajmowany jest na okresy tygodniowe - od soboty do soboty. Może to wpłynąć na planowany termin przylotu i wylotu, a co za tym idzie - zwiększyć wydatki na bilety lotnicze.

- ŻYWNOŚĆ: Jedzenie na Islay jest droższe niż w Polsce, ale nie są to bardzo drastyczne różnice. W sklepie spożywczym zapłacimy około 10 - 15 funtów za dzienne wyżywienie W restauracji posiłek będzie kosztował minimum 20 funtów. Królują owoce morza, produkty są świeże, brzuchy nie bolą i wszystko jest naprawdę smaczne. Nawet dania prosto z głębokiego tłuszczu (polecamy Scampi w Port Askaig) miały swój wyczuwalny smak i nie generowały potrzeby sięgania po Ranigast. Warto jednak przygotować kanapki zarówno w jedną, jak i w drugą stronę podróży - nie wszędzie po drodze było tak dobrze.

- WYCIECZKI: Na wyspie znajduje się wiele atrakcji turystycznych. Oczywiście nie jedziemy na Islay, żeby tylko chodzić na spacery, ale jest to kusząca opcja na popołudnia i wieczory, gdyż destylarnie zamykają swe podwoje po 16:00.  Mamy więc do dyspozycji 8 destylarni i pewnie ograniczoną ilość dni. Każda destylarnia ma w swojej ofercie przynajmniej 4 różne opcje zwiedzania, różniące się programem, ceną i przede wszystkim czasem rozpoczęcia. To ostatnie jest o tyle istotne, że kolejne wycieczki w różnych destylarniach mogą się pokrywać, należy się więc dobrze zastanowić nad wyborem i starannie wszystko zaplanować.
Każde podstawowe zwiedzanie destylarni trwa około godziny i zazwyczaj kończy się małą degustacją. Koszt takiej wycieczki wynosi od 5 do 7 funtów.  Zwiedzanie z bardziej rozbudowaną degustacją lub sama degustacja kilku wypustów prosto z beczki kosztuje od 15 do 30 funtów. Są też atrakcje związane ze zwiedzaniem torfowisk, wizytą w magazynach, czy napełnianiem własnych butelek i w takiej opcji ceny mogą przekroczyć 60 funtów.
Z drugiej strony, po zwiedzaniu którejś z kolei destylarni i zapoznaniu się z całym procesem wytwarzania whisky kilka razy, można także po prostu miło spędzić czas w sklepie firmowym, zjeść coś w restauracji i zdegustować wypusty przy barze, nie korzystając z uprzednio zarezerwowanej wycieczki. Pracownicy w recepcjach/barach są bardzo sympatyczni, normą jest degustacja niektórych wypustów za samo "dzień dobry" (np. Lahroaig, Bruchladdich, Bowmore).


***

Podsumowując: 5-dniowa wycieczka dla 4 osób z dodatkowym bagażem 20 kg, wynajęciem auta, domkiem, wizytą w każdej destylarni i kilkoma posiłkami w restauracji kosztowała nas około 10 tys. zł,  czyli 2.5 tys. zł za osobę. Przy wypełnieniu domku 6 osobami koszty te mogą się jeszcze bardziej zmniejszyć. Należy także doliczyć koszty pamiątkowych butelek (warto). Najtańsze wypusty oferował Laphroaig w cenie 39 funtów za 10 y.o. (recenzowaliśmy ją tutaj). Były też takie, których ceny sięgały kilkuset funtów. Mnie najbardziej zainteresowały edycje Ardbega: Kildalton Cross i Supernova w cenie 120 funtów od sztuki. Ceny te można było odpowiednio zmniejszyć o wartość biletów na zwiedzanie destylarni - 5 funtów od osoby. Widać, że nasi rodacy jeszcze tam nie dotarli w większej ilości, bo oczyma wyobraźni widziałem ich skupujących bilety za ułamek ceny od wyjeżdżających wycieczek i rozkręcających mini przydestylarniany biznes.



Zobacz także:



Read More
      edit