Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bowmore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bowmore. Pokaż wszystkie posty

3 wrz 2016

Published 01:55 by with 2 comments

Moja Islay 2016 - Destylarnie: Kilchoman, Bruchladdich, Bowmore - wycieczka do Szkocji odc. 5



No i nadszedł ostatni dzień naszego pobytu na Islay. Należało spędzić go najlepiej, jak pozwoliły siły, gdyż kolejny miał być już tylko porannym pożegnaniem z wyspą, kilometrami lewostronnej jazdy do Glasgow i opóźnionym lotem do Modlina. Rzeczywistość dopadła nas pośród malowniczych zatok i nieskończonych torfowisk. Odrobinę pomogły degustacje i obiad w Bowmore, a także ostatnie zakupy i widok ślicznych, zielonych butelek w torbach. Ale po kolei. 

Na trzeci dzień zostawiliśmy sobie do zwiedzania destylarnie Kilchoman, Bruchladdich i Bowmore. Z jednej strony chodziło o bliskość ich położenia, z drugiej byliśmy już na tyle zmęczeni, że z góry odpuściliśmy sobie zorganizowane wycieczki. Akurat te trzy miejsca odwiedziliśmy bardziej z ciekawości, niż z miłości do smaków butelkowanego w nich złota. 

Przy planowaniu godzin odwiedzin w destylarniach korzystaliśmy z aktualnego Islay & Jura Destilleries Tour Times 2016.

KILCHOMAN:

Na pierwszy ogień poszła najmłodsza destylarnia wyspy. Kilchoman powstał w 2005 roku. Założenie nowej gorzelni na Islay zajęło więc 124 lata. Włożono jednak w to tyle serca, pracy i idei, że wynik końcowy przerósł najśmielsze oczekiwania konsumentów. Jest to świeża whisky, której główne wypusty leżakowały w beczkach po sherry lub bourbonie co najmniej 4 lata. Możemy spodziewać się już starszych edycji, choć firma olbrzymi nacisk kładzie na jakość i stara się ukazać walory smaku nie tyle związane z wiekiem ile np. z procesem produkcji, między innymi za sprawą używanego rodzaju jęczmienia. 



Do destylarni prowadzi wąska, kręta droga, a same zabudowania położone są pomiędzy jeziorem Loch Gorm, a wzgórzami odgradzającymi je od Bruchladdicha i pozostałej części wyspy. Umiejscowienie poszczególnych fragmentów gorzelni doskonale obrazuje ich strona internetowa: http://kilchomandistillery.com/our-farm-distillery. Na interaktywnej mapie dostrzec można miejsca, gdzie dzieje się cała magia, od alembików przez magazyny, po sklep firmowy.





Kilchoman oferuje kilka atrakcji związanych ze zwiedzaniem, a także przytulną restaurację i bogato zaopatrzony sklep. My skorzystaliśmy jedynie z degustacji trzech osobnych wypustów z podstawowej oferty, która dostępna jest dla zwiedzających w cenie 5 funtów. a w jej skład wchodziły Kilchoman Machir Bay, Kilchoman 100% Islay, Kilchoman Sanaig i Kilchoman Loch Gorm (tak tak, 4 zamiast obiecanych 3). Destylaty był ciekawe, słodko torfowe, o wyczuwalnej młodości. W Polsce ich ceny zaczynają się powyżej 200 zł, więc tym bardziej warto skosztować. 

Poza powyższym nie zdecydowaliśmy się ani na zakupy, ani na obiad na terenie gorzelni - ceny były dość wysokie, więc ruszyliśmy w dalszą drogę. 

W ofercie zwiedzania znajdują się:

Destillery Tour -  1h, 6 funtów - zawiera zwiedzanie destylarni z degustacją dwóch dramów na koniec. 

Stillman's Tour - 1,5h, 20 funtów - zawiera zwiedzanie destylarni, szkolenie dotyczące historii gorzelni, produkcji whisky, beczkowania i butelkowania. Podczas tej wycieczki można spróbować świeżo wyprodukowanego New Make (destylat nieleżakowany), a także czegoś z jednej z aktualnie dostępnych beczek. 

Premium Tour - 1,5h, 25 funtów - jak wyżej, jednak degustacja dotyczy butelkowanych edycji firmy. 

Tutored Tasting - 0,5h, 15 funtów - jest to spotkanie w specjalnej sali degustacyjnej Kilchoman wraz ze szkoleniem dotyczącym misji, jaką stara się wypełnić firma, podczas którego otrzymamy także kilka dramów do spróbowania. 

tel: 44 (0)1496 850 011 
tel: 44 (0)1496 850 156
shop@kilchomandistillery.com
www.kilchomandistillery.com


BRUCHLADDICH:

Do Bruchladdich z Kilchoman dojechaliśmy w 20 minut. Po drodze warto zwrócić uwagę na wszędobylskie owce, które bardzo lubią przejść przez ulicę akurat wtedy, gdy nadjeżdża sznureczek aut. Opanowanie lewostronnego ruchu okazało się pikusiem, w porównaniu do umiejętności omijania ruchomych przeszkód, gdy z drugiej strony nadjeżdża TIR. Udało się. 




Sama destylarnia została wybudowana w 1881 roku i jak cała reszta na wyspie zmieniała właścicieli co kilka lat. Ostatnia zmiana nastąpiła w 2001 roku. Whisky tu produkowana znana jest głownie ze swojej złożoności. W ofercie firmy znajdziemy trzy marki: Bruchladdich, który w swoim założeniu ma być pozbawiony aromatów torfowych, jest za to rześki, słodki, z pewną dozą kwaśnych owoców, Port Charlotte, której poziom PPM sięga 40 i faktycznie stanowić może konkurencję dla pozostałych dymnych aromatów wyspy i wreszcie Octomore, który stanowi swego rodzaju eksperyment z możliwie największym nasyceniem destylatu fenolami (ponad 200 PPM). Każda marka ma swoją historię, jest silnie związana z konkretnym fragmentem wyspy i ma unikalne walory smakowe. Na szczęście podczas wizyty w sklepie, można tego wszystkiego doświadczyć osobiście w jednym miejscu.  

Sklep firmowy robi wrażenie. Podzielony jest na sekcje związane z ww. markami whisky, muzeum, znajdziemy w nim także akcesoria i gadżety związane z samą Szkocją. Nas zainteresował też kącik The Botanist - szkockiego ginu, tak świeżego i intensywnie ziołowego, że zdecydowanie może stawać w szranki z naszym Lubuskim. Pierwszy raz w życiu smakowałem gin na czysto i było to DOBRE. 
Wracając jednak do whisky, wystarczyło zamienić kilka słów z obsługą i w mig stanęły przed nami pękate szklaneczki z sezonowymi specjałami z każdej odmiany oferowanego tu alkoholu. Najbardziej przypadł mi do gustu Octomore 7.1 o ilości PPM równej 208. Był niezwykle świeży, ale i cierpki. Zdecydowanie różnił się od degustowanego przez nas jeszcze w Polsce Octomore 6.1. Niestety ceny butelek zaczynają się od 700 zł i bardzo szybko idą w górę, ale podczas nadchodzących festiwali zdecydowanie zachęcam do spróbowania. 



W związku z tym, że ponownie nie skorzystaliśmy z żadnej wycieczki, zadowoliliśmy się degustacją czterech wypustów gorzelni i po chwili wywietrzania procentów z organizmu, ruszyliśmy do Bowmore. 

W ofercie zwiedzania znajdują się:

Destillary Tour - 1h, 5 funtów - zwiedzanie destylarni z poznaniem techniki produkcji whisky i historii miejsca. 

Warehouse Experiance - 1h, 25 funtów - zwiedzanie połączone z degustacją w magazynie firmy, a także zniżka na zakupy w sklepie - 5 funtów z każdego biletu (jak w Ardbeg). 

tel: +44 (0)1496 850 190
mary.mcgregor@bruichladdich.com
www.bruichladdich.com


BOWMORE:

Na koniec zostawiliśmy sobie Bowmore. Od tego się wszystko zaczęło i tu się zakończyło. Nie chodzi nam tylko o fakt, że jest to najstarsza destylarnia wyspy, w dodatku umiejscowiona jest praktycznie centralnie, co ułatwia planowanie wycieczek. To tu po przybyciu na wyspę zrobiliśmy pierwsze zakupy i tu zamierzaliśmy zjeść ostatnia wieczerzę. A whisky? Cóż, żadne z nas nie było fanem destylatów z Bowmore. Wiem, że wśród czytelników znajdzie się wielu, którzy teraz przewrócą oczyma i wzniosą ręce ku niebu (albo pięści). Nie mamy nic na nasze usprawiedliwienie, poza tym, że...



Bowmore to doskonała destylarnia z wieloma genialnymi wypustami. Przykładem może być Bowmore Claret, Bowmore Black Bottle, czy Bowmore Devil's Cask. Pech chce, że są one bardzo drogie i raczej kolekcjonerskie, niż degustacyjne. Z kolei te ciut tańsze: Bowmore Legend, czy Bowmore 12 Y.O. zupełnie nie trafiają w nasz gust swoją kombinacją dymu, słodyczy i dużej dozy winności. Ta winność niestety kojarzy mi się z zapachem spoconego ciała podczas choroby, gdy nałykamy się leków. Zabijcie mnie, ale tak właśnie jest i choć próbowałem, Bowmore nawet w tej przystępnej cenie mnie nie przekonał. 




Gorzelnia położona jest praktycznie po drugiej stronie zatoki w stosunku do Bruchladdich. Siedząc w firmowym sklepie przy barze, możemy degustować alkohol ciesząc oczy pięknym widokiem na morze. Sklep sam w sobie oferuje kilka ciekawostek, jak np. wyżej wspomniany Devil's Cask w edycji trzeciej. Bar zaopatrzony jest nieźle, a za dzień dobry, miłe słowo i zainteresowanie tematem można spędzić czas przy darmowych samplach. Otrzymaliśmy do degustacji Bomore Legend, Bowmore 12 Y.O., Bowmore 15 Y.O. i Bowmore 18 Y.O.. Im edycja była starsza, tym większe było moje zainteresowanie smakiem. Podczas degustacji obsługa udzielała wszelkich istotnych informacji odnośnie danego wypustu, a przy okazji dbała o miły klimat, co oczywiście jest kluczem do zbudowania świetnych relacji z klientami. 


Historię destylarni szerzej opisujemy przy okazji degustowania Bowmore Legend i 12 Y.O. w dziale Degustacje.

W ofercie zwiedzania znajdują się:

Tour - 1h, 7 funtów - zwiedzanie połączone z degustacją jednego z wypustów i prezentem w postaci pamiątkowego kieliszka. 

Bowmore Tasting Session - (czas nieznany), 20 funtów - degustacja 4 wypustów destylarni w towarzystwie przedstawiciela Bowmore, który opowiada o każdym z nich. 

Craftman's Tour - (czas nieznany), 55 funtów - dogłębne zwiedzanie destylarni włącznie z degustacją w magazynie Vault No. 1 (najstarszym magazynie maturacyjnym w Szkocji).

Master's Destiller's Tour - (czas nieznany), 225 funtów - jest to event podobny do oferowanego przez Laphroaiga. Zawiera zwiedzanie destylarni, wizytę w magazynie Vault No. 1, lunch, wycieczkę do źródła wody pobieranej przez destylarnię, cięcie torfu, degustacje i miło spędzony czas w towarzystwie pracowników Bowmore, w grupie zaledwie 6 osób. 

Visitor Centre tel: +44 (0)1496 810 441
MBD.BowmoreDistillery@BeamSuntory.com
www.bowmore.com

Pisząc powyższy tekst mam wrażenie, jakby nasze degustacje ukazywały swoiste dziadowanie na uprzejmości pracowników destylarni. :-) to nie tak! Ludzie na Islay są niesamowici. Nigdzie dotychczas nie spotkałem tak spokojnych, uczynnych i bezinteresownych mieszkańców i każda chwila z nimi spędzona wydawała się magiczna. Stąd też dłuższe rozmowy i wymiana doświadczeń przy barach sklepowych, do których serdecznie namawiamy. Można dowiedzieć się wiele o ich pracy, normalnym życiu, a także nawykach. W Caol Ila poznałem na przykład historię rodziny naszej przewodniczki na trzy pokolenia wstecz, związaną właśnie z tą gorzelnią. W Ardbeg dowiedziałem się, że w weekendy na ich prywatnych stołach dominuje piwo i wódka, a nie whisky. W Bruchladdich natomiast poznałem wysokość zniżek pracowniczych, w związku z czym chciałem od razu swatać szwagra z panią z recepcji. Nie ma głupich pytań, a kolejna okazja może się długo nie pojawić - korzystajcie więc, niech Islay oczaruje Was tak, jak zrobiła to z nami.



Tymi słowy kończymy nasz Islay Poradnik 2016. Jeśli tylko będzie możliwość, zawitamy do Szkocji w przyszłym roku, ale kto wie, jaki region wybierzemy tym razem. Mamy jednakże niedosyt związany zarówno z Islay, jak i położnymi nieopodal Mull, Jura, Arran i Cambeltown przez fizyczny brak czasu na ich zwiedzanie. Dzięki temu jest nadal po co wracać.  

Mamy nadzieję, że niniejszy poradnik wspomoże Was w przygotowaniach do podróży. W razie jakichkolwiek pytań -zapraszamy do kontaktu mailowego lub za pomocą Facebooka. Wszelkie dane znajdziecie w dziale Kontakt.

Życzymy udanych wypraw i niesamowitych przeżyć, a także wielu ciekawych degustacji. Podróż już za Wami? Podzielcie się wrażeniami!

Autorzy:
Adam i Marika 

Zobacz także:

 
  
  


Read More
      edit

17 sie 2016

Published 00:15 by with 0 comment

Moja Islay 2016 - Destylarnie: Bunnahabhain i Caol Ila - wycieczka do Szkocji odc.3



Jak wspominaliśmy wcześniej, Islay mieści na swoim terenie aktualnie osiem prężnie działających destylarni: Ardbeg, Bunnahabhain, Bruchladdich, Bowmore, Caol Ila, Kilchoman, Lagavulin, Laphroaig. Ze względu na trzydniowy pobyt na wyspie musieliśmy podzielić nasz czas tak, aby zobaczyć jak najwięcej i nie zwariować. Sprawy nie ułatwiają ustalone z góry godziny wycieczek w poszczególnych destylarniach, bo często się zazębiają.

Warto przed wyjazdem zaopatrzyć się w plan atrakcji dla Islay i Jury na dany rok - Islay and Jura Destillaries Tour Times 2016. Jest on dostępny zarówno w internecie, jak i w każdej destylarni. Z jego pomocą będziecie mogli sprawdzić dostępne eventy, ich ceny i godziny rozpoczęcia. Warto także rozważyć wcześniejsze rezerwacje miejsc na wycieczki, na których najbardziej wam zależy. W naszym wypadku było to zwiedzanie magazynu nr 9, powiązane z degustacją czterech wypustów prosto z beczek i możliwość zabutelkowania jednego z nich w Bunnahabhain. Wystarczył telefon kilka dni wcześniej i miejsce było nasze. 

Najlepiej podzielić atrakcje ze względu na regiony, w których znajdują się destylarnie - odległości między nimi nie są wielkie, ale z pewnością ułatwi to zwiedzanie. W naszym wypadku pierwszego dnia zwiedziliśmy Caol Ila i Bunnahabhain, drugiego dnia Ardbeg, Lagavulin i Laphroaig, a trzeciego Kilchoman, Bruchladdich i Bowmore. Jeśli będziecie przebywali na wyspie dłużej, zalecałbym przeznaczenie jednego dnia na odpoczynek, gdyż już po dwóch dniach, mimo olbrzymiego szacunku do procesu produkcji whisky, mieliśmy po prostu dosyć. We wszystkich tych miejscach dostępne są podstawowe wycieczki, dzięki którym zobaczycie procesy suszenia, zacierania, destylacji i maturacji alkoholu. Procesy są na tyle zbliżone, że po ich poznaniu (podczas jednej, czy dwóch wycieczek - my zaliczyliśmy cztery i każda była bliźniaczą siostrą poprzedniej) lepiej wybrać się na konkretną degustację lub bez wcześniejszego planowania odwiedzić sklep destylarni, spędzając tam miło czas. W przypadku Ardbega i Kilchomana można skorzystać z restauracji i posilić się miejscowymi specjałami. 

Na pierwszy strzał poszły Coal Ila i Bunnahabhain. Relacje z tych wycieczek znajdziecie poniżej. Zapraszamy. 

CAOL ILA:

Destylarnia położona tuż obok Port Askaig, jednak ze względu na wąskie drogi-serpentyny, nie liczyłbym na beztroski spacer. Nie znajduje się tam też żadna kawiarnia, więc należy założyć, że nasze pobudzone degustacją żołądki najbliższy posiłek znajdą w portowej restauracji, która otwierana jest dopiero po 12:00. Istnieje tez możliwość, że kucharz ugotuje coś specjalnie dla Was już o 10:00, ale do tego wymagane są czary, w postaci słówka "proszę" i ujmujących uśmiechów. 



Historia destylarni sięga 1846 roku, kiedy to Hector Henderson kolejny raz (po Littlemill) postanowił spróbować swoich sił na rynku gorzelniczym. Caol Ila w gaelickim oznacza "Sound of Islay", jednak nie w znaczeniu "Dźwięk Islay", a "Cieśnina Islay", co odnosi się do przesmyku między wyspami Islay i Jurą. Same budynki po przejęciu przez DCL (obecne Diageo) zostały gruntownie przebudowane w 1973 roku. W tym czasie zwiększono ilość alembików z dwóch do sześciu. Obecnie alkohol płynie z aż czterech par miedzianych gigantów. Destylat używany jest głównie do blendów (Johnnie Walker, Bell's, Black&White), ale zapotrzebowanie na single malt stale rośnie. 

Płacąc 6 funtów zwiedzimy destylarnię (brak możliwość robienia zdjęć w środku), posłuchamy historii zakładu, a także będziemy mieli możliwość degustacji dwóch z trzech dramów do wyboru (Caol Ila 12 Y.O., Caol Ila Destiller's Edition, Caol Ila Moch). W tej cenie otrzymamy także kieliszek degustacyjny z logo gorzelni. Poza zwyczajnym zwiedzaniem możemy także skorzystać z :


-Whisky & Food Paring - 1h, 23 funty - gdzie próbując 5 rożnych wersji destylatu (w tym unpeated - nietorfowej), będziemy mogli połączyć degustację alkoholu z jedzeniem (czekolada i ser). 

-Premium Tasting Tour - 1,5h, 23 funty - gdzie będzie można skosztować wyjątkowych wypustów destylarni, włącznie z limitowanymi edycjami z magazynów firmy. 

Caol Ila Distillery, Caol Ila, Port Askaig, Isle of Islay 
tel: 01496 302769 
caolila.distillery@diageo.com 
www.discovering-distilleries.com/caolila




BUNNAHABHAIN:

Bunnahabhain to kolejna destylarnia, do której trafiliśmy po wizycie w Caol Ili. Wydaje się, że odległość między zakładami nie jest duża, ale nie polecam spaceru. Na wyspie znajduje się wystarczająco dużo atrakcji wycieczkowych. Lepiej poświęcić pewnie ograniczony czas na to po co tu przyjechaliście. My właśnie tak zrobiliśmy. 


Sama destylarnia zbudowana została w latach 1881-1883 i miała początkowo produkować wkład do blendów. W języku gaelickim Bunnahabhain oznacza "ujście / usta rzeki". W okolicy wybudowano kwatery pracownicze, które obecnie zamieszkują trzy rodziny i wioska wygląda na wyludnioną. Aż dziw bierze, że nie przebudowano tego na agroturystykę. Byłbym pierwszym klientem. 



Gorzenia sprowadza wodę nietorfowaną i korzysta z łagodnego słodu. Podobno trzy razy dziennie dwudziestotonowe tiry przywożą z Port Ellen jęczmień, przemierzając kręte i wąskie drogi dojazdowe. Jeśli my mieliśmy z tym problem, to tym bardziej jestem pełen podziwu dla ich kierowców. 


Dzięki sposobom produkcji i używanym składnikom Bunnahabhain to najłagodniejszy destylat z Islay. Firma produkuje także torfowe destylaty o nazwie Moine, jednak osobiście uważam, że są raczej odpowiedzią na obecną popularność tych aromatów, ale nie stanowią serca gorzelni - serce tego miejsca leży w wersjach 12 Y.O., 18 Y.O. i 25 Y.O.. Alkohol leżakuje w beczkach po bourbonie lub sherry. Mieliśmy okazję zwiedzić magazyn i wielkie beczki zrobiły na nas wrażenie. 



Skorzystaliśmy z wycieczki ze wskazaniem poszczególnych elementów produkcji destylatów (można było robić zdjęcia) i ta wycieczka okazała się najciekawsza ze wszystkich w podstawowej opcji. W cenie 7 funtów otrzymujemy godzinne zwiedzanie, możliwość uzyskania odpowiedzi na wszelkie pytania, życzliwą atmosferę i ciekawe anegdoty. Beczki nie udało nam się kupić, coś kilka razy składałem ofertę opiewającą na sumę, jak się okazało bardzo, bardzo niską. Według przedstawiciela firmy, beczki sprzedawane są obecnie w bardzo ograniczonych ilościach i niestety nie dla osobom prywatnym. Czas więc chyba założyć działalność gospodarczą i wygrać na loterii. Na sam koniec mogliśmy spróbować 12-letniej edycji whisky. 



Poza zwyczajnym zwiedzaniem możemy także skorzystać z:

- Dram Tour - 1h, 10 funtów - zawiera w sobie zwiedzanie destylarni plus dwa kieliszki do degustacji, z czego jeden to wersja 12-letnia, a drugi to wersja z siłą beczki, do wyboru przez zwiedzającego. 

- Tasting Tour - 25 funtów - zawiera zwiedzanie destylarni plus degustację czterech limitowanych edycji whisky z gorzelni.

- Warehouse No. 9 Tasting - 25 funtów - możliwość zwiedzania magazynu nr 9 i degustacji 4 różnych edycji Bunnahabhain, spoza zakresu sklepowego, prosto z beczek po sherry i bourbonie. Na koniec, za kolejne 30 funtów, można zabutelkować 200 ml alkoholu, który najbardziej przypadł nam do gustu z wcześniej próbowanych destylatów i opisanie go własną etykietą. 




My skorzystaliśmy z ostatniej opcji i 4 kieliszki o mocy 58% ABV skutecznie zatrzymały na na jakiś czas w okolicy. Aż dziw bierze, że policja z alkomatem nie stoi na rogatkach w godzinach zakończonych degustacji. 

Bunnahabhain Destillary
tel: 01496 840 557 
info@bunnahabhain.com 
twitter: @bunnahabhain | f: /bunnahabhain 
www.bunnahabhain.com



Co ważne, wszystkie destylarnie zamykane są około 16:00, mniej więcej wtedy, gdy otwierają się restauracje w Port Ellen i Bowmore. Dlatego zaplanujcie wycieczki w taki sposób, aby do tego czasu zobaczyć wszystko w gorzelniach i wykorzystać pozostałe godziny popołudnia i wieczoru na spacery i posilanie się przed kolejnym dniem wrażeń. 

Zobacz także:

 




Read More
      edit

7 sie 2016

Published 23:08 by with 0 comment

Moja Islay 2016 - Historia wyspy i natura - wycieczka do Szkocji odc. 2



Islay to nie tylko jedna z wielu Szkockich wysp, to także jeden z pięciu przy Speyside, Highlands, Lowlands i Campbeltown regionów, na które podzielono szkocką produkcję whisky. Wypusty każdego z tych regionów charakteryzują się na tyle wyjątkowymi cechami, że wprawiony nos rozpozna od razu różnice pomiędzy kieliszkami. Mimo, że w dzisiejszych czasach produkcja whisky opiera się głównie na próbie trafienia w przyszłe zapotrzebowanie rynku, to nadal wyżej wymienione regiony starają się zachować swój lokalny klimat.

Jeśli po jednej stronie mapy aromatów whisky umiejscowimy te bliskie owocom, wonnym kwiatom, słodyczy i delikatności (charakterystyczne np. dla regionu Speyside), to po drugiej stronie zawsze znajdzie się Islay, ze swoimi fenolami, torfem, aromatami medycznymi i dymnymi. Skąd akurat taki podział? Odpowiedź jest prosta. Wszystkiemu winy jest terroir - zbiór czynników geograficznych, czy geologicznych danego obszaru, mający wpływ na produkt końcowy, w tym przypadku whisky. Jeśli chodzi o sam terroir w przypadku złotej królowej alkoholi, zdania są podzielone. Z jednej strony nie można z czystym sumieniem powiedzieć, że jakiś region obfituje tylko w dane aromaty, za co odpowiedzialne są lokalne składniki. W obecnych czasach woda do produkcji whisky często sprowadzana jest z innego regionu, a jęczmień pochodzi nawet z innego kraju. Dwie sąsiadujące ze sobą destylarnie, korzystające z tych samych składników mogą wyprodukować dwa zupełnie różne destylaty.


Z drugiej strony biorąc pod uwagę, że lokalne warunki zmusiły zamieszkujących dany region do produkcji takich, a nie innych wyrobów, należy zgodzić się, że gdyby nie charakterystyczny terroir, to pewnie w Szkocji można by uprawiać głównie ziemniaki, z których łatwiej wydestylować wódkę, niż whisky. Polska mogłaby korzystać z zapasów trzciny cukrowej, produkując rum, a Karaiby obsiane byłyby żytem. Jednak tak nie jest. Korzystamy z tego, co mamy pod ręką i co doskonale sprawdza się w danym klimacie. Jęczmień okazał się doskonałym wyborem w szorstkim, morskim klimacie Szkocji, a jego nadmiar posłużył do produkcji alkoholu. Czemu o tym piszemy?
Myśląc o Islay przed oczyma mamy grudy torfu, jakim opalano piece do suszenia zboża, a w ustach czujemy smak kolejowych podkładów. Tutaj torf towarzyszył osadnikom odkąd tylko się pojawili, a było to jeszcze na długo przed przybyciem wikingów. Nic więc dziwnego, że jest tak charakterystycznym elementem wytwarzanego tu alkoholu. Jak pisze Dave Broom w "Wielkim atlasie świata whisky" cyt.: "W Islay nie sposób uciec od torfu. To DNA tutejszych maltów". 


Oczywiście w tym momencie bardzo generalizujemy. Destylarnie takie jak Bunnahabhain, czy Bruichladdich szczycą się wypustami lekkimi, delikatnymi i niemal pozbawionymi wpływu fenoli. Nadal jednak zgniłe wodorosty zbite w ziemiste grudy są bezsprzecznie sztandarowym symbolem wyspy.
Podobno znawcy są w stanie rozpoznać alkohol destylowany ze słodu suszonego torfem pozyskanym z wyspy, od tego ze stałego lądu. Dla nas to jeszcze nieosiągalna sztuka, ale cel godny dążenia.

Na wyspie zachowały się pozostałości po odległych kulturach np. Celtów, czy Piktów. Krzyż Kildalton, mający kilkaset lat, jest tego najlepszym przykładem. Nie stoi on jednak w muzeum, ale dostępny jest dla każdego turysty odwiedzającego wyspę. To doskonały pokaz mentalnego spokoju jej mieszkańców.
Mimo, że nowożytna historia wyspy rozpoczyna się w okolicach XI wieku od poszukujących schronienia Irlandzkich mnichów (później z kaplicy św. Kierana), to sama destylacja alkoholu pojawiła się odrobinę później, za sprawą rodziny MacBeatha. Podobno jej członkowie służyli na dworze władców wyspy (klanu MacDonaldów) jako cyrulicy i medycy. Sama whisky miała powstać w okolicach XV wieku, choć daleko jej było do dzisiejszej formy.


W 1493 roku zakończyło się panowanie klanu MacDonaldów na wyspie.  Sprzymierzając się z królem Anglii, dopuścili się zdrady, a następnie zostali pokonani przez władcę Szkocji. Po krótkich walkach o wpływy, ostatecznie władzę nad wyspą roztoczyła rodzina Campbellów i sprawowała ją aż do XVIII wieku, kiedy zmuszona została do sprzedaży swoich terenów rodzinie Campbellów z Shawfiled. Ci drudzy mając poparcie szkockiego parlamentu i zyskawszy sporą rekompensatę za spalone podczas zamieszek nieruchomości w Glasgow, przenieśli swoje wpływy na Islay, zakładając tam później wioskę, a następnie pierwszą oficjalną destylarnię - Bowmore w 1768 roku.
Od tego czasu rozwój wyspy oparty był na wzroście znaczenia lokalnych upraw, destylowaniu alkoholu i rozbudowie infrastruktury. Choć kolejne lata miały okazać się trudnymi dla nowopowstałych gorzelni, wyspa ma się dobrze. Ani wojny, ani kryzysy finansowe, ani prohibicja, ani zmiany gustów konsumentów whisky nie zniszczyły ducha torfowego alkoholu.
Obecnie wyspę zamieszkuje ponad 3000 mieszkańców. Jej powierzchnia to 600 kilometrów kwadratowych, przy długości linii brzegowej 130 mil. Znajduje się tu 8 działających destylarni: Adrbeg, Bunnahabhain, Bruchladdich, Bowmore, Caol Ila, Laphroaig, Lagavulin i najmłodszy Kilchoman. 



Królowa Hebryd  - Islay i okoliczne wody, to także dom dla 200 różnych gatunków między innymi jeleniowatych, zajęczaków, gryzoni, fok, delfinów, wydr i mnóstwa ptaków, w tym, jak udało się nam osobiście przekonać - walecznych pawi. Te ostatnie podczas jednej z naszych wycieczek postanowiły popisać się przed swoimi paniami i przeprowadziły atak na nasze wynajęte autko. Myślicie, że warki silnika lub klakson je wystraszył? Mieszkańcy wyspy są nieugięci. Mimo przewagi tony metalu, to my ustąpiliśmy im pola mając na uwadze zarówno ich zdrowie, wygórowane ego, jak i ubezpieczenie AC auta.





Reasumując: nawet, jeśli nie jesteś fanem whisky (a próbowałeś być?) lub stan zdrowia nie pozwala na degustację, wyspa obfituje w wiele urozmaiceń w postaci malowniczych wycieczek, kulturowych zabytków, a także specyficznych smaków tutejszych kulinariów. 

Zobacz także:

Read More
      edit

2 sie 2016

Published 06:18 by with 0 comment

Moja Islay 2016 - Przygotowanie do wyprawy - koszty/rezerwacje/czas - wycieczka do Szkocji odc.1


 


Wycieczkę na Islay najlepiej zaplanować ze sporym wyprzedzeniem. Pisząc "spore" mam na myśli ponad pół roku. Największa część budżetu to koszty biletów lotniczych i kwaterunku na wyspie. Te pierwsze zmieniają się znacznie, w zależności od pory roku planowanej wycieczki i wyprzedzenia z jakim je kupimy (ceny wahają się od kilkudziesięciu złotych do nawet ponad tysiąca). Ceny wynajmu lokum również są zależne od sezonu (różnica nawet kilkuset funtów tygodniowo), a liczba miejsc w atrakcyjniejszych lokalizacjach jest mocno ograniczona. Do ogólnych kosztów dojdzie na pewno wynajęcie auta, rezerwacja promu, wycieczki po destylarniach, paliwo i jedzenie. Szczegóły postaram się opisać poniżej, póki wspomnienia z planowania i wyjazdu są świeże. Zanim zapomnę jednak, chciałem serdecznie podziękować przyjaciołom w degustacyjnym kieliszku, którzy z chęcią podzielili się wcześniej własnymi doświadczeniami osobiście lub za pośrednictwem stron internetowych. W dużej mierze to dzięki nim planowanie nie wydawało się skokiem na zbyt głęboką wodę.

Podziękowania należą się:
- Danielowi i Grzegorzowi z www.whiskymywife.pl
- Łukaszowi z www.lukloveswhisky.pl
- Janowi z www.johnnieswhiskies.blogspot.pl

A teraz konkrety:

Islay to wyspa wchodząca w skład archipelagu Hebryd wewnętrznych, położona na zachodnim wybrzeżu Szkocji - ok. 2h drogi promem od 'stałego lądu'. Jak wiemy największa część Szkocji zajmuje północny fragment Wielkiej Brytanii, więc gdy ktoś miejscowy mówi "main land" odnosi się do tejże wyspy, a nie reszty naszego kontynentu, jakby się mogło wydawać. Aby się na nią dostać, najpierw musimy dotrzeć do Szkocji - wybraliśmy podróż samolotem do Glasgow, z tego lotniska jest też najbliżej do portu; a później dojechać do Kennacraig - miejsca, z którego odpływają promy do dwóch portów na Islay - Port Ellen i Port Askaig. Bez względu na to, gdzie na wyspie znaleźliście nocleg, warto wziąć pod uwagę oba połączenia - porty znajdują się co prawda na przeciwległych biegunach wyspy, ale jest ona niewielka, a oczekiwanie na wybrany prom może okazać się dużo bardziej czasochłonne niż dojazd do domku/hotelu z konkurencyjnego portu. Następnie tylko hulać, ile wlezie, bo wyspa oferuje naprawdę dużo atrakcji i nie wszystkie wiążą się z procentami.

KOSZTY:

- BILETY LOTNICZE: Co jakiś czas na stronach tanich przewoźników typu Ryanair pojawiają się promocje np. 89 zł w jedną stronę do Glasgow. Zastanówcie się najpierw, w jakim terminie możecie sobie pozwolić na wyjazd. Najlepiej wyznaczyć kilka i polować na tańsze bilety w którymś z nich. Zawsze wczesna wiosna i późniejsza jesień oznaczają okresy mniejszego zainteresowania turystów i więcej dostępnych miejsc noclegowych w atrakcyjnych cenach, niestety wiążą się też z niższą temperaturą i obfitymi opadami.
My akurat mogliśmy sobie pozwolić jedynie na wyjazd w środku boomu turystycznego, czyli w lipcu. Kupując bilety w styczniu, zapłaciliśmy ok. 350 zł od osoby. Kupując bilety dwa miesiące później musielibyśmy zapłacić już nawet 1000 zł. Chodzi tu oczywiście o bilet w obie strony.
Musicie wziąć pod uwagę dodatkowe opłaty np. za bagaż. Ryanair pozwala na wniesienie na pokład dwóch bagaży podręcznych o wymiarach 55/40/20 i 35/20/20 cm. W trakcie naszej podróży, ani w jedną, ani w drugą stronę, nikt nie sprawdzał nam ilości i wymiarów toreb, jakie wnosiliśmy na pokład, musiały się jednak zmieścić do schowków nad głowami (większy) i pod siedzenie (mniejszy). Jeśli miejsca w schowkach zabraknie, należy oddać większą torbę podręczną do luków bagażowych pod pokład. Miejsca na tygodniowy zapas ciuszków w przepisowej walizce wystarczy, czemu więc piszę o bagażu dodatkowym? Ano przecież jakoś trzeba przewieźć magiczne buteleczki z wyspy. Nie włożymy ich do bagażu podręcznego, bo nie przepuszczą nas na lotnisku. Na strefie bezcłowej naprawdę nie ma co kupić i szkoda czasu na zawracanie sobie tym głowy. Ceny wysokie, a jakość niska. Warto natomiast zaopatrzyć się w wyjątkową buteleczkę z ulubionej destylarni. Może się okazać, że cena butelki na naszym rynku będzie trzykrotnie lub czterokrotnie większa, ze względu na niską dostępność. Niektóre edycje whisky dostępne są jedynie na miejscu - gratka dla konesera. Koszt 20-kilogramowego bagażu to około 350 zł w obie strony. Biorąc go na spółę z kilkoma osobami, zmniejszymy tę kwotę i każdy będzie mógł przywieźć unikalną pamiątkę (w UE limit przewozu napojów spirytusowych to 10 litrów na głowę - cała masa pamiątek).
Ryanair nakłada także dodatkowe opłaty za brak odprawy online - o czym trzeba pamiętać i wydrukować karty pokładowe wcześniej (można to zrobić już tydzień przed odlotem, co powinno, choć nie musi, zapewnić nam miejsca obok siebie; za wybór lepszych miejsc  i wcześniejsze wejście na pokład także trzeba dopłacać). Jeśli lecimy na mniej niż tydzień, możemy przed wylotem odprawić się też na lot powrotny, co oszczędzi nam poszukiwań drukarki na miejscu. 


- WYNAJĘCIE SAMOCHODU: Auto wynajęliśmy także przez stronę Ryanair. Przy zakupie biletów przewoźnik oferuje wiele dodatkowych usług, w "odpowiednich" cenach. Po przejrzeniu różnych ofert zdecydowałem się na jedną z opcji i w cenie około 750 zł wynająłem na 5 dni Golfa V..., a przynajmniej tak myślałem.
Ceny wynajmu zmieniają w zależności od kursu funta i terminu - warto mieć to na uwadze, szukając odpowiedniej oferty.
Na co jeszcze zwrócić uwagę? Kilka drobiazgów. Ryanair nie jest wypożyczalnią aut, tylko pośrednikiem. Na miejscu okazuje się, że wynajmujemy auto od zupełnie innej firmy i to z nimi mamy do czynienia, a przy jakimkolwiek kłopocie, oni są stroną umowy. Wszelkie reklamacje natomiast wyjaśniamy przez Ryanair. Może się więc okazać, że Golf V według firmy jest autem tej samej klasy, co Peugeot 208, dostajecie więc ten drugi, a ponieważ jeszcze w Polsce zapłaciliście za wynajem i jest 23:00, to nie ma z kim o tym rozmawiać. Może się też tak przydarzyć, że płacąc za auto w Polsce wystarczyła karta płatnicza, a na miejscu niezbędna jest karta kredytowa. Nie ważne, że opłaciliście (znów w Polsce) dodatkowe ubezpieczenie w Ryanair, żeby nie ponosić kosztów własnych przy ewentualnej szkodzie. To nie ma znaczenia. Firma nie widzi karty kredytowej i nie wydaje auta. Spowodowane jest to miejscowym ubezpieczeniem, o którym było napisane na stronie 33 w paragrafie 115 regulaminu firmy, który to na pewno przeczytaliście. Warto więc w Polsce zaopatrzyć się w kartę kredytową. Alternatywą jest akceptacja karty płatniczej za dodatkową opłatą za ubezpieczenie rzędu 50 funtów dziennie lub dodanie za 10 funtów dziennie dodatkowego kierowcy, który ma przy sobie zarejestrowaną na siebie kartę kredytową.
W zależności od firmy dostajemy auto z pełnym bakiem i takie mamy zwrócić lub z praktycznie pustym i po chwili czeka nas wizyta na stacji benzynowej. Cała 5 dniowa wycieczka kosztowała nas około 40 funtów za pełny bak paliwa - około 700 km. 


- REZERWACJA PROMU: Stronę główną promu, kursującego pomiędzy Kennacraig, a Islay znajdziecie tutaj: https://www.calmac.co.uk/kennacraig-portellen-portaskaig-islay-ferry-summer-timetable
Należy wcześniej założyć konto, wybrać port docelowy: Port Ellen lub Port Askaig (o tym było wcześniej) i oszacować godzinę, na którą uda Wam się dotrzeć na prom. Nam pierwsza jazda po lewej stronie drogi zajęła dwa razy więcej czasu, niż w drodze powrotnej. Z Glasgow do Kennacraig jest jakieś 150 km wąskimi drogami, które na mapie mogą wyglądać, jak ekspresówki, ale nimi nie są :-). Koszt przewozu promem jednej osoby w obie strony wynosi 13 funtów, a przewozu auta - 63 funty.
Promy odpływają zwykle 3 do 5 razy dziennie i jeśli się nic nie zepsuje, to wystarczy być 30 min przed czasem, ustawić się w odpowiedniej kolejce, wjechać na prom i kontynuować podróż. W razie przybycia wcześniej, nie znajdziecie na miejscu restauracji, czy kawiarni, ale możecie uraczyć się kawą z automatu. Polecamy odwiedzić oddalone o kilka mil miasteczko Tarbert. Znajdują się tam kawiarnie, restauracje, zamek i port, a przede wszystkim przemiły James Hamilton, właściciel sklepu Whisky West Coast. Na miejscu możemy i pogadać ze specjalistą z tego regionu, i zdegustować w miłym towarzystwie procentowe smakołyki, będziemy mieli także możliwość zakupu kolekcjonerskich edycji ulubionych butelek.
Na promie jest możliwość zakupu pamiątek w postaci książek, widokówek i innych gadżetów związanych z Islay. Są też dostępne podstawowe butelki z każdej destylarni i edycje degustacyjne. Osobiście polecałbym wstrzymanie się z zakupem. Ku mojemu zdziwieniu destylarnie oferują najlepsze ceny i jeśli nie kupiliście nic na rozgrzanie w podróży na strefie bezcłowej, to wstrzymałbym się do pierwszej wizyty w destylarni.
Samo jedzenie w promowej restauracji nie należy do najlepszych (delikatnie mówiąc), a każdy posiłek kosztować będzie około 15-20 funtów.



  - NOCLEGI: Na Islay jest wiele rożnych możliwości noclegu, ale należy je wcześniej zarezerwować i odpowiednio wcześnie opłacić zaliczki. Możemy znaleźć pokój w hotelu, w B&B lub wynająć domek. Z tego co się zorientowaliśmy, ceny są dość wysokie. Dwuosobowy pokój w hotelu kosztuje około 150 funtów wzwyż za dobę. Moja droga małżonka zalazła jednak super domek w Callumkill. W cenie 90 funtów za dobę otrzymujemy w pełni wyposażony domek w malowniczym otoczeniu, trzy sypialnie, położenie w sąsiedztwie Ardbega oraz sarny i daniele podchodzące wieczorami pod okna - gratis. Żyć nie umierać. Jedyne, na co trzeba zwrócić uwagę, to fakt, że domek wynajmowany jest na okresy tygodniowe - od soboty do soboty. Może to wpłynąć na planowany termin przylotu i wylotu, a co za tym idzie - zwiększyć wydatki na bilety lotnicze.

- ŻYWNOŚĆ: Jedzenie na Islay jest droższe niż w Polsce, ale nie są to bardzo drastyczne różnice. W sklepie spożywczym zapłacimy około 10 - 15 funtów za dzienne wyżywienie W restauracji posiłek będzie kosztował minimum 20 funtów. Królują owoce morza, produkty są świeże, brzuchy nie bolą i wszystko jest naprawdę smaczne. Nawet dania prosto z głębokiego tłuszczu (polecamy Scampi w Port Askaig) miały swój wyczuwalny smak i nie generowały potrzeby sięgania po Ranigast. Warto jednak przygotować kanapki zarówno w jedną, jak i w drugą stronę podróży - nie wszędzie po drodze było tak dobrze.

- WYCIECZKI: Na wyspie znajduje się wiele atrakcji turystycznych. Oczywiście nie jedziemy na Islay, żeby tylko chodzić na spacery, ale jest to kusząca opcja na popołudnia i wieczory, gdyż destylarnie zamykają swe podwoje po 16:00.  Mamy więc do dyspozycji 8 destylarni i pewnie ograniczoną ilość dni. Każda destylarnia ma w swojej ofercie przynajmniej 4 różne opcje zwiedzania, różniące się programem, ceną i przede wszystkim czasem rozpoczęcia. To ostatnie jest o tyle istotne, że kolejne wycieczki w różnych destylarniach mogą się pokrywać, należy się więc dobrze zastanowić nad wyborem i starannie wszystko zaplanować.
Każde podstawowe zwiedzanie destylarni trwa około godziny i zazwyczaj kończy się małą degustacją. Koszt takiej wycieczki wynosi od 5 do 7 funtów.  Zwiedzanie z bardziej rozbudowaną degustacją lub sama degustacja kilku wypustów prosto z beczki kosztuje od 15 do 30 funtów. Są też atrakcje związane ze zwiedzaniem torfowisk, wizytą w magazynach, czy napełnianiem własnych butelek i w takiej opcji ceny mogą przekroczyć 60 funtów.
Z drugiej strony, po zwiedzaniu którejś z kolei destylarni i zapoznaniu się z całym procesem wytwarzania whisky kilka razy, można także po prostu miło spędzić czas w sklepie firmowym, zjeść coś w restauracji i zdegustować wypusty przy barze, nie korzystając z uprzednio zarezerwowanej wycieczki. Pracownicy w recepcjach/barach są bardzo sympatyczni, normą jest degustacja niektórych wypustów za samo "dzień dobry" (np. Lahroaig, Bruchladdich, Bowmore).


***

Podsumowując: 5-dniowa wycieczka dla 4 osób z dodatkowym bagażem 20 kg, wynajęciem auta, domkiem, wizytą w każdej destylarni i kilkoma posiłkami w restauracji kosztowała nas około 10 tys. zł,  czyli 2.5 tys. zł za osobę. Przy wypełnieniu domku 6 osobami koszty te mogą się jeszcze bardziej zmniejszyć. Należy także doliczyć koszty pamiątkowych butelek (warto). Najtańsze wypusty oferował Laphroaig w cenie 39 funtów za 10 y.o. (recenzowaliśmy ją tutaj). Były też takie, których ceny sięgały kilkuset funtów. Mnie najbardziej zainteresowały edycje Ardbega: Kildalton Cross i Supernova w cenie 120 funtów od sztuki. Ceny te można było odpowiednio zmniejszyć o wartość biletów na zwiedzanie destylarni - 5 funtów od osoby. Widać, że nasi rodacy jeszcze tam nie dotarli w większej ilości, bo oczyma wyobraźni widziałem ich skupujących bilety za ułamek ceny od wyjeżdżających wycieczek i rozkręcających mini przydestylarniany biznes.



Zobacz także:



Read More
      edit