Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Speyside. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Speyside. Pokaż wszystkie posty

16 wrz 2016

Published 00:01 by with 0 comment

Chivas Regal 25 Y.O. - Złoto w butelce - Degustacja #15

(czyt. sziwas regal)

O historii działalności braci Chivas pisaliśmy przy okazji degustacji edycji 12-letniej. Tym razem sięgamy po najstarszą wersję z dostępnych w sprzedaży produktów tj. Chivas Regal 25 Y.O.. Ten powstały w 2007 roku blend stał się milowym krokiem ku odrodzeniu marki. Miał nawiązywać do swojej poprzedniczki, która podbijała Nowy Jork od 1909 roku za sprawą przepisu skomponowanego przez Stewarta Howarda - trzeciego Master Blendera firmy. Obecny blender użył innych składników, ale zachował jądro wszystkich whisky Chivas - destylat Strathisla. Poza powyższym możemy spodziewać się w składzie innych destylatów należących do obecnego właściciela Chivas Brothers - Pernod Ricard, czyli: Abrelour, Scapa, Miltonduff, Longmorne, czy The Glenlivet.

Za skromne 850 zł dostajemy stylowe opakowanie, ukrywające masywną butelkę z grubego szkła ze srebrno-złotym korkiem. W środku znajdziemy destylaty o co najmniej 25-letniej dojrzałości, mocy 40%, filtracji na zimno i niestety z dodatkiem barwnika. Czy ktoś może mi wytłumaczyć PO CO? Przy tak długim okresie leżakowania jestem przekonany, że oryginalna barwa jest wystarczająco ciekawa i przyciągnęłaby nie mniej klientów.

Nasza butelka pochodzi z domowego barku. Jak się okazało, stała sobie cichutko pośród innych butelek, zapomniana i odrzucona, a jej właściciel nie miał świadomości, jakimi skarbami go kiedyś obdarowano. Będąc w obowiązku pomocy bliźniemu, dokonaliśmy prezentacji edukacyjnej i omówienia rysu historycznego firmy, a następnie przeszliśmy do wspólnej degustacji. Co z tego wynikło? Zapraszamy do lektury.


Oko:
Ładny, złoty kolor, podobny do młodszych roczników. Wiemy skąd się wziął, więc nie robi na nas wrażenia.

Nos:
Młodość miesza się z dojrzałością. Na początku bardzo wyraziste jabłka, brzoskwinie i melon, ale po chwili już dominują je suszone owoce, czekolada, miód, rodzynki, orzechy włoskie i figi. To bogaty blend, nad którym faktycznie można dłużej posiedzieć przed właściwą degustacją.

Smak:
Na języku delikatnie i słodko, choć pieprzne nuty pojawiają się po chwili. Podobno powinno się płukać usta alkoholem przez tyle sekund, ile lat ma dana whisky. W tym przypadku nie jest łatwo, choć gdy język przyzwyczai się już do alkoholu, pojawia się magia. Znów ujawniają się świąteczne smaki i aromaty - suszone owoce, gruszki w syropie, imbir i wielokwiatowy miód komponują się w wyrazistą i przyjemną całość. Jestem fanem konkretnych uderzeń smaku, dlatego uwielbiam Ardbega i Laphroaiga, ale ta stojąca po drugiej stronie frontu whisky przemawia do mnie swoją głębią. Jest maślana i bogata.

Finisz:
Średnio długi i bardzo słodki, z mikroskopijną nutą winności.

Podsumowanie:
Chivas Regal 25 Y.O. to faktycznie ekskluzywna whisky. Nie dość, że jest doskonale skomponowana, to oferuje naprawdę dużo treści. Powinna smakować zarówno koneserom, jak i amatorom, choć mnie odrobinę odstrasza dominująca na sam koniec słodycz. Po jednym kieliszku mam wrażenie nasycenia, a glukometr pewnie by oszalał. Bardzo podobają mi się orzechowe aromaty, które wraz z subtelną pieprznością imbiru wprowadzają przyjemny balans. To whisky na specjalne okazje. Choć wydaje się być deserowa, jest zbyt obfita, abym sięgnął od razu po kolejny kieliszek. Jej rywalami na rynku luksusowych blendów są Johnnie Walkier Blue Label, Grant's 25 Y.O. oraz Ballantine's 30 Y.O. i myślę, że Chivas śmiało może stawać w szranki z każdym z nich. Osobiście mając do wydania 850 zł na alkohol pewnie wybrałbym coś młodszego, acz bardziej konkretnego w smaku, jednak jest to bardzo dobra propozycja na prezent ślubny, czy urodzinowy (na bardziej zaawansowane urodziny niż osiemnaste :)).




Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik-Kucharuk



Read More
      edit

8 wrz 2016

Published 23:33 by with 4 comments

Chivas Regal 18 Y.O. - Dojrzały blend od braci Chivas - Degustacja #14


 (czyt. sziwas regal)

Jak pisaliśmy przy okazji degustacji Chivas Regal 12 Y.O. (TUTAJ), wersja 18-letnia powstała w 1997 roku za sprawą Colina Scotta - Master Blendera Chivas Brothers. Miała być ona krokiem naprzód i próbą zaoferowania fanom marki czegoś wyjątkowego. Jest to też produkt skierowany do klientów wyższego segmentu, a przez "wyższy segment" mam na myśli grubszy portfel. Oficjalna strona firmy wzniośle opisuje proces produkcji osiemnastki, jej rolę w ofercie braci Chivas i wreszcie brzemię, jakie wziął na siebie Scott, starając się wypełnić swoją misję. Choć uważam, że marketing jest niezbędny aby dotrzeć do mas, chciałbym, aby kryła się w nim jakaś wartość. Takie hasła, jak : "wspaniały alkohol", "doskonały blend", "tradycja" i "odpowiedzialność" są efektowne, ale dość oklepane i niewiele za sobą niosą. W dzisiejszych czasach prawie każda firma sięga po ten sam zestaw synonimów

Mnie interesuje, co siedzi w butelce. Wiemy, że głównym składnikiem blenda jest Strathisla i jej sąsiad ze Speyside - Longmorn. Pozostałe ponad 20 składników to tajemnica firmy, która zapewniła tej whisky w 2015 roku złoty medal w kategorii Best Blended Scotch podczas International Whisky Competition, choć można się domyślać, że to należące do Pernod Ricard destylarnie wnoszą swoje trzy grosze do receptury. Prezentacja  z pewnością robi wrażenie. A jak jest ze smakiem? Zapraszamy do lektury. 



Oko:
Barwa słomkowa, przechodząca w złoto, osiągana jest za sprawą dodatków karmelu.

Nos:
Jak na blend, w skład którego wchodzą whisky powyżej 18 lat, whisky jest zadziwiająco świeża. Spora ilość zielonych jabłek, gruszek, limonki i skórki cytryny. Powiedziałbym, że sam zapach sugeruje młodsze destylaty niż u jej 12-letniej siostry. Jest też słodycz jęczmiennego słodu, subtelny aromat wanilii i dębiny.

Smak:
W smaku skoszona trawa, łąka, młodość i świeżość łączą się z delikatną czekoladą i orzechami laskowymi. Jest słodko, owocowo, z nutą przypraw korzennych, w tym cynamonu i imbiru. To whisky bardzo lekko pijalna, maślana i gładka na podniebieniu. Jestem bardzo miło zaskoczony, choć nadal brakuje mi bogatszej głębi.

Finisz:
Krótki, słodkawy i owocowy.

Podsumowanie:
Chivas Regal w wersji 18-letniej zaskoczył mnie swoją świeżością. To bogata whisky, choć nadal niewystarczająco, jak na mój gust. Za 200 złotych dostajemy destylaty o mocy 40% ABV, kolorowanie karmelem i filtrację na zimno - trudno znaleźć w tej cenie rówieśnika single malt, więc nie wybrzydzamy. Jest na tyle dobrze, że z przyjemnością sięgnę po kolejny kieliszek. Orzechowe i korzenne nuty dodają pikanterii, a słodycz, w porównaniu do poprzedniczki, jest bardziej stonowana i nie grozi próchnicą. Bardzo podoba mi się także opakowanie. Twardy, kanciasty karton mieści w sobie porządnie wykonaną butelkę o złotej etykiecie, która znów - w porównaniu do młodszej siostry - wygląda po prostu lepiej. Nadaje się idealnie na prezent "z górnej półki" i zadowoli zarówno osoby lepiej zapoznane z tematem luksusowych alkoholi, jak i amatorów. 


Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik - Kucharuk


Read More
      edit

1 wrz 2016

Published 14:03 by with 0 comment

Chivas Regal 12 Y.O. - Miód na moje serce? - Degustacja #13



(czyt. sziwas regal)

Chivas Regal, to marka, której raczej nie trzeba nikomu przedstawiać - szkocka blended whisky, mająca trafić w segment klienta premium. Ekskluzywne opakowanie, wyraźne określenie wieku i bursztynowy (niestety sztuczny) kolor, a także etykieta z herbami, flagami i innymi złotymi upiększeniami mają przyciągać oko konsumenta. Patrząc na wyniki sprzedaży można powiedzieć, że ten zabieg jest udany. Czy jednak warto zapłacić 99 zł za butelkę 0,7 l produktu Chivas Brothers? Zapraszamy do lektury. 

Historia firmy podobno sięga początku XIX wieku, kiedy to jeden z braci - James, rozpoczął pracę w sklepie z luksusowymi artykułami spożywczymi należącym do Wiliama Edwarda. Gdy cztery lata później Edward zmarł podczas podróży do Hiszpanii, James przejął interes i wspólnie ze wspólnikiem - Charlsem Stewartem poszerzyli asortyment. Dzięki znakomitej jakości produktów sklep szybko zyskał renomę i w 1843 roku został odznaczony przez rodzinę królewską, stając się oficjalnym dostawcą dworu królowej Viktorii. Drugi brat - John dołączył do biznesu w 1857 roku zastępując Stewarta.

Pierwsze eksperymenty z blendowaniem whisky rozpoczęto na długo przed oficjalną premierą alkoholu pod rodzinnym nazwiskiem. Pierwsze blendy nosiły nazwy: Royal Glendee, Royal Strathythan i Royal Loch Nevis. Ich produkcja była podyktowana sporym zainteresowaniem i zapotrzebowaniem na luksusowy i delikatniejszy alkohol. W ten sposób, na początku ubiegłego stulecia, powstała wersja 25 Y.O., która podczas prohibicji królowała na salonach Nowego Yorku. Co ciekawe, najbardziej popularna obecnie - 12-letnia edycja została  wypuszczona dopiero w 1938 roku. 


W 1957 roku spółka Chivas Brothers stała się częścią koncernu Seagrams, dzięki czemu możliwy był zakup destylarni Strathisla, dostarczającej największą część alkoholu używanego podczas procesu blendingu. Następnie Seagrams został przejęty przez Pernod Ricard i tak jest do dziś. Najlepiej znane nam edycje powstały odpowiednio w 1997 - Chivas Brothers 18 Y.O. i w 2007 roku - druga odsłona Chivas Brothers 25 Y.O. Marka towarzyszyła też przez lata karierze Franka Sinatry, sponsorując jego trasę związaną z diamentową rocznicą kariery w 1990 roku (O miano ulubionego trunku Sinatry walczył także Jack Daniel's, który wypuścił nawet specjalną edycję swojej whiskey - Sinatra Select o mocy 45%, dojrzewającą w beczkach specjalnie wyżłobionych od środka, by zwiększyć powierzchnię kontaktu drewna z alkoholem i uzyskać wyjątkowy smak. Z piersiówką tego alkoholu podobno pochowano gwiazdora).

Ciekawostką jest sam proces produkcji blendów marki Chivas Brothers. Osobno mieszane są składowe grain whisky i malt whisky. Większość słodowych whisky mieszana jest w Speyside, skąd podróżują do centrali w Paisley, koło Glasgow. Tam dodawane są dopiero whisky zbożowe i następuje butelkowanie alkoholu. Firma traktuje blendowanie bardzo poważnie (całkiem słusznie), uznając kunszt blendera za formę sztuki. Jaki jest wynik tego artystycznego procesu?



Oko:
Barwa słomkowa, wpadająca w złoto - szkoda, że wynika to z dodatku karmelu.

Nos:
Momentalnie wyczuwalne aromaty Speyside. Spora ilość wanilii, kwiatów, płatków śniadaniowych i suszonych owoców. Mieszanka dość bogata, jak na 12 lat. Brakuje mi konkretnego, wyraźnego charakteru, ale jednocześnie całość jest spójna i przyjemna. 

Smak:
W smaku gładka, delikatna i zupełnie nieagresywna. To whisky, która powinna smakować każdemu, choć nie spędzimy godziny, dyskutując nad jej głębią. Na języku czuć gryczany miód, migdały, susz, i maślaną słodycz toffi. Temu wszystkiemu towarzyszy jeszcze słód jęczmienny i dębina z beczki po bourbonie. Kojarzy mi się ze Świętami. Po chwili nadchodzą nuty bardziej wytrawne i kwaśne, ale wszystko faktycznie komponuje się doskonale.

Finisz:
Średnio długi, lekki, z posmakiem brzoskwiń i banana.

Podsumowanie:
W całej tej mieszance uderza we mnie charakter szkockiego Speyside. Mam wrażenie, jakby wyczuwalne były elementy Glenliveta, ale jednocześnie trunek jest dojrzalszy, za sprawą innych składowych. Przyznaje, podchodziłem do tego blenda bardzo sceptycznie. Nie był to mój pierwszy kieliszek produktów braci Chivas, ale przy tylu ciekawostkach, jakie oferują single malt, do popularnych blendów podchodzę z rezerwą.  Zaskoczyła mnie jego gładkość i łatwa pijalność. To bardzo ciekawa propozycja dla osoby rozpoczynającej swoją przygodę z whisky, dla której Ballantine's jest za słodki, a Grants, czy Johnnie Walker zbyt pikantny. W cenie 99 zł dostaniemy całkiem porządny (mimo mocy 40% ABV, filtracji na zimno i dodatków kolorystycznych) blend. Na mojej liście, jedynym konkurentem w tym przedziale cenowym może być Johnnie Walker Double Black. Jeśli ktoś nie przepada za dymkiem, to Chivas będzie w sam raz. 


Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik - Kucharuk
Read More
      edit

18 sie 2016

Published 23:12 by with 0 comment

Glenfiddich 18 Y.O. - Doświadczona 18-stka - Degustacja #12


(czyt. glenfidich)
"I like my whisky old and my women young" - Errol Flyn. 

Każdy, nawet osoba stawiająca pierwsze kroki w świecie luksusowych alkoholi, wie, że wiek ma znaczenie i niesie za sobą spore różnice cenowe. To prawda, że whisky z wiekiem nabiera siły, gromadzi i rozbudowuje swoje aromaty, a traci na dostępności i przyjazności dla portfela. Edycje naprawdę leciwe osiągają ceny rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Jaka jest granica wieku, po przekroczeniu której cena szybuje w górę razem z siłą i bogactwem doznań? Tą granicą jest właśnie 18 lat.

Gdy się nad tym zastanowimy, to aby taki złoty płyn znalazł się w naszych kieliszkach, musi spędzić w dębowych beczkach przynajmniej 6570 dni. Sama produkcja destylatu pociąga za sobą koszty, które, w zależności od metody, mogą być odrobinę większe lub mniejsze. Czy jednak zastanawialiście się, ile musi kosztować wynajęcie lub nawet korzystanie z własnego magazynu, w którym producent składuje tysiące beczek przez -naście, czy -dziesiąt lat? Za niebotyczne ceny naszej whisky odpowiada więc z jednej strony kosztowny proces produkcji i leżakowania, z drugiej, szczególnie przy limitowanych wersjach, płacimy za ilość butelek jeszcze nieotwartych. Każda edycja zyskuje na cenie w momencie otwarcia kolejnej należącej do niej butelki. Decydując się na uszczuplenie światowych zasobów danego rocznika whisky sprawiamy, że reszta staje się jeszcze cenniejsza. Co z tego wynika?

Przede wszystkim, gdy próbujecie starszego destylatu, musicie pamiętać o jednym. NIGDY NIE NISZCZCIE GO COLĄ !!!. Przyjmijcie go takim, jaki jest i wznieście kieliszek z nabożeństwem. Ktoś bardzo się napracował, abyście mogli go skosztować. Dziś my z takim szacunkiem podchodzimy do Glenfiddicha 18 Y.O. 


Jak w przypadku degustacji Glenfiddicha 12 Y.O. i Glenfiddicha 15 Y.O., korzystamy z Glenfiddich Explorers Collection, składającego się z trzech buteleczek po 200 ml (12-, 15- i 18-letnich destylatów) i kieliszka degustacyjnego. Sama butelka 0,7 l próbowanej przez nas wersji kosztuje (pewnie za sprawą dużego popytu i dostępności destylatu) około 280 zł, co biorąc pod uwagę wiek, nie wydaje się być wygórowaną ceną. Finansowe schody zaczynają się przy wyższych wypustach.

Nasza osiemnastka oznakowana jest dopiskiem "Merried in small batches". Oznacza to, że w zależności od batcha (nastawu) z jakiego pochodzi whisky, może ona się delikatnie różnić. W naszej edycji nie otrzymamy informacji dot. numeru batcha, ale przy większych pojemnościach numer powinien być podany na etykiecie. Doskonałym przykładem tak oznaczonych butelek są wypusty destylarni Aberlour - Aberlour A'Bunadh, których numery sięgają już do 56 batcha i co roku pojawiają się przynajmniej trzy nowe. Niby ta sama whisky, ale koneser jest w stanie wyłapać subtelne różnice.    
Glenfiddich 18 Y.O. to mieszanka destylatów, które ucięły sobie drzemkę w beczkach po bourbonie i sherry Oloroso. Nadal niestety mamy tylko 40% ABV, nadal stosowana jest filtracja na zimno i nadal dodawany jest karmel. Co więc się zmieniło? 


Oko:
W kieliszku pływa złoty alkohol, odrobinę ciemniejszy od 15-letniego.

Nos:
Spora doza świątecznych aromatów. Najpierw domowe ciasto, sporo suszu, śliwki, jabłka, daktyle, imbir, goździki, cynamon, a to wszystko połączone wanilią i karmelem. Po chwili pojawiają się akcenty kwiatowe, dębowe i słodycz gryczanego miodu.

Smak:
Na języku bardzo gładko, choć pikantnie. Świeżość 12-latki nie zniknęła, ale dojrzała i stała się bardziej agresywna. Zdecydowanie domaga się szacunku, kąsając kubeczki smakowe. Whisky lekko pieprzna, bardzo dębowa i zaskakująco owocowa. Mimo, że aromaty przypominają susz, to w smaku owoce nadal są soczyste, jakby przed chwilą zerwane. Słodko-kwaśne jabłka i gruszki walczą o dominację, a wszystko to skąpane w miodowym syropie. 
18 lat pozwoliło alkoholowi dojrzeć i rozbudować paletę. Jest nad czym się pochylić i czym się delektować w gronie przyjaciół.

Finisz:
Długi, kwaśny i cierpki. 

Podsumowanie:
Każdy z opisywanych przez nas Glenfiddichów niezaprzeczalnie różni się od pozostałych. Każdy też wydaje się być skomponowanym pod inne podniebienie, choć wyczuwalny jest wspólny rdzeń. Nam osobiście najbardziej przypadły do gustu wersje 18 Y.O. i 12Y.O..
Uważamy, że degustowana właśnie osiemnastka to porządna whisky, która stanowi kolejny, ważny krok w poznaniu smaku Speyside. Jej cena, choć już wysoka, wydaje się być odpowiednią, przemawia za nią jakość. Brakuje mi nadal tych dodatkowych 3% ABV i zupełnie nie rozumiem potrzeby kolorowania takiego wydania whisky. Beczki po sherry powinny w wystarczającym stopniu zaciemnić destylat. Zamiast jednak marudzić, pochylimy się z chęcią nad kolejnym kieliszkiem. 





Zobacz także: 

Autorzy:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik - Kucharuk

Read More
      edit

11 sie 2016

Published 23:51 by with 0 comment

Glenfiddich 15 Y.O. - Czym, cholera, jest Solera? - Degustacja #11

 (czyt. glenfiddich)


Glenfiddich 15 Y.O. to kolejna po wersji 12-letniej edycja z destylarni w Dufftown, której degustacji się podjęliśmy. Jak pisaliśmy wcześniej, korzystamy z wersji Glenfiddich Explorer's Collection, składającej się z trzech butelek (12-, 15- i 18-letniej) po 200 ml i dołączonego do zestawu kieliszka, w cenie 260 zł za całość. Sama 15-latka kosztuje około 200 zł za butelkę 0,7 l. Czy jest warta swojej ceny, biorąc pod uwagę, że jej głównego konkurenta - 15 letniego Glenliveta można zakupić za 50 zł mniej? O tym właśnie chcieliśmy się przekonać. 

Choć nadal mamy do czynienia z 40% alkoholem, dodatkami karmelu i filtracją na zimno, warto jej się przyjrzeć, bo nie jest to typowa 15-latka. Sekret tkwi w procesie produkcji. Magiczne słowo "Solera", oznacza specjalny system dojrzewania alkoholi, wywodzący się podobno z Chin, jednak znacznie rozbudowany we Francji i Hiszpanii. Stosowany jest głównie w procesie produkcji wina, sherry, piw, brandy, rumów, ale od jakiegoś czasu także whisky. Jednak biorąc pod uwagę restrykcje dotyczące określania wieku alkoholu w Szkocji, w tym ostatnim przypadku będzie znacząca różnica. W przypadku rumu z napisem Solera na etykiecie, mamy do czynienia z alkoholem, którego najstarszy składnik był w określonym na etykiecie wieku. Jeśli chodzi o whisky, będzie odwrotnie. Nasz 15-letni Glenfiddich Solera będzie więc zawierał destylaty w wieku CO NAJMNIEJ 15 lat, mimo, że sam proces maturacji wyglądał podobnie. 



Czym więc charakteryzuje się ta metoda? W przypadku alkoholi z Półwyspu Iberyjskiego wygląda to następująco: producent ustawia w rzędach odpowiednią ilość beczek jedna na drugiej, z których ta na spodzie, nazywana właśnie solera, będzie zawsze najstarszą, a te leżące na niej (nazywane criadera) będą kolejno młodszymi (criadera 1, criadera 2 itd.). Powiedzmy, że w przypadku naszego rumu solera będzie miała 20 lat, a kolejne beczki w pionie będą odpowiednio młodsze o 5 lat. Gdy zechcemy zabutelkować nasz alkohol, sięgniemy po najstarszą beczkę i opróżnimy ją do połowy. Następnie brakującą objętość uzupełnimy zawartością beczki z piętra wyżej i wedle tego schematu postąpimy z całą kolumną, przez co najmłodsza beczka zostanie w połowie pusta (napełnimy ją alkoholem z tego roku i cały proces będzie się powtarzał). Po takim cyklu nasza najstarsza beczka - 20-letnia, jest wypełniona wielopokoleniowym miksem. Proces ten pozwala na produkcję rozbudowanych palet smakowych w oparciu o różne roczniki. Skoro sprawdziło się to stworzeniu ciekawych sherry i rumów, czemu nie miałoby się udać przy whisky? 



Glenfiddich zmodyfikował wyżej opisaną metodę. Zbiornik zostaje napełniony co najmniej piętnastoletnimi destylatami z różnych beczek (70% ex bourbon, 20% dąb europejski ex sherry, 10% świeży dąb). Mix ten leżakuje i przegryza się w 700-litrowej beczce, po 3-6 miesiącach butelkuje się połowę, powtarzając następnie proces, zawsze uzupełniając brakującą objętość wedle wspomnianych proporcji. Tak na nasze stoły trafia edycja Glenfiddich 15 Y.O.. Czas na degustację.


Oko:
Złoty kolor, znów z dodatkami karmelu.

Nos: 
Czuć suszone owoce: jabłka, gruszki, śliwki i brzoskwinie. Po chwili uwydatniają się tropiki, z mango i ananasem na czele. W porównaniu do wersji 12-letniej wyraźnie czuć, że mamy do czynienia ze starszym, bardziej wyrazistym alkoholem. Nadal jest spora doza wanilii, ale pojawia się też toffi, rodzynki, migdały i domowe ciasto.

Smak:
Destylat gładki, delikatny w smaku, nie tak kwaśny, jak w młodszej wersji, ze sporą dozą dębiny. Na języku świąteczny susz i kwiatowe aromaty. Jest winnie, choć słodycz marcepanu i sherry łagodzi wytrawność. Wyczuwalne są tez nuty przypraw, cynamon i imbir. Brakuje mi jednak pikantności, którą zapewniłyby dodatkowe 3% ABV.

Finisz:
Krótszy, niż bym się spodziewał. Mam wrażenie, że wersja 12-letnia dłużej zabawiała moje kubeczki smakowe.

Podsumowanie:
Glenfiddich 15 Y.O. to niezła whisky, która uświetni miłe spotkanie. Jest łatwo pijalna i da się w niej doszukać odrobiny głębi. To wstęp do zapoznania się z gamą starszych destylatów Glenfiddich, jednocześnie nie rujnujący portfela. Trudno mi powiedzieć, czy faktycznie proces Solera ma aż tak duży wpływ na jakość tej whisky, czy raczej jest to zabieg marketingowy. My potraktowaliśmy to jako ciekawostkę. 
15-latka oferuje wystarczająco dużo, aby rozważyć jej zakup, z drugiej strony, jako fan konkurencyjnego Glenliveta przypominam, że rówieśniczkę z jego stajni można nabyć za 3/4 tej ceny i ta opcja bardziej do mnie przemawia. Może być to jeden z powodów, dla których Glenlivet jest obecnie (podobno) najlepiej sprzedawanym single malt na świecie. 





Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik - Kucharuk

 
Read More
      edit

5 sie 2016

Published 02:57 by with 0 comment

Glenfiddich 12 Y.O. - Zielona Gruszeczka - Degustacja #10

  (czyt. glenfidich)

O rodzinie Grantów - właścicielach destylarni Glenfiddich, pisaliśmy przy okazji degustacji blendów Grantsa - tutaj. Nie chciałbym się więc rozpisywać na temat historii destylarni, alembikach itd. Do Glenfiddicha 12-letniego chciałem podejść bardziej osobiście, gdyż jest on mi dość bliski. Dlaczego zapytacie? Cieszy mnie wasza ciekawość ;) . Glenfiddich to moja pierwsza świadomie otwarta i zdegustowana whisky. Dokładnie tak. Po prawie dwóch latach sięgam po niego ponowie, z jednej strony mając na celu przygotowanie solidnej noty degustacyjnej, a z drugiej - ze swego rodzaju sentymentalną wycieczką w przeszłość. Jeszcze nie ziewacie? 

Choć destylarnia została założona w roku 1886 roku, to alkohol pierwszy raz został wydestylowany rok później, a dokładnie w wigilię 1887 roku. Przypadek chciał, że pragnąć ułatwić sobie zapoznanie z całą rodziną małżonki, postanowiłem zabrać ze sobą zieloną, trójkątną butelkę właśnie na pierwszą wigilię spędzaną poza domem . Byłem wtedy na tyle zdenerwowany, że trudno jest mi powrócić do smaku tamtego alkoholu, jednak pozostaje faktem, że Glenfiddich 12 Y.O stał się pierwszym krokiem do świata złotej królowej i zawsze budzi świąteczne skojarzenia

Glenfiddich w wersji 12 Y.O. to podstawowa propozycja z destylarni Glenfiddich, znajdującej się w rejonie Speyside, w miasteczku Dufftown. Możecie kojarzyć ten rejon z etykiety bardzo popularnego u nas Singletona 12 Y.O. ze względu na wzmiankę "of Dufftown" przy nazwie whisky, często można z resztą spotkać te butelki obok siebie na wystawce w Lidlu w tożsamej cenie, wynoszącej 119 zł. 
40% ABV może nie powala, ale nie spodziewałbym się więcej po jednej z najpopularniejszych single malt na świecie. Glenfiddich to marka, po którą sięgają tak amatorzy, jak i zaprawieni w bojach degustatorzy. To whisky do "użytku codziennego" - jak pisze Dominic Roskrow w swojej "1001 Whisky, Których Warto Spróbować". Ponieważ był to pierwszy single malt rodziny Grantsów, darzymy go szacunkiem, podobnie jak miliony fanów odwiedzających co roku destylarnię.

Po powrocie z Islay zatęskniliśmy za klasycznymi smakami dorzecza Spey i postanowiliśmy ponownie przyjrzeć się wypustom z Dufftown, czego efektem są degustacje wersji 12, 15 i 18-letniej. Aby jednak nie zbankrutować, sięgnęliśmy po zestaw Glenfiddich Explorer Collection (cena to ok. 260 zł), zawierający trzy trójkątne buteleczki po 200ml, wraz z ładnym kieliszkiem degustacyjnym. Zestawy takie często pojawiają się w sieci sklepów Macro i w Domu Whisky. Należy zwrócić uwagę, że różnią się one nie tylko wiekiem, ale też sposobem przygotowania, używanymi beczkami i wielkością produkcji, nie jest to więc czyste porównanie roczników. Pozwala ono jednak na zetknięcie się z DNA destylatu i wyjątkowym charakterem destylarni. 


Enough of talking. Let's get back to bussines !!!

Oko: 
Kolor słomkowy, choć częściowo za sprawą karmelu. Niestety.

Nos:
Bardzo delikatny alkohol, którego zapach momentalnie umyka przed atakiem z zielonego sadu. Twarda, dojrzała gruszka to dominujący aromat wydobywający się z kieliszka. Obok niej znajdziemy sporo kwiatów, wanilii, agrestu, świeżo skoszonej łąki, herbaty i na koniec odrobinę winnej wytrawności.

Smak:
Smak podąża za zapachem, ale więcej w nim kwasku. To destylat świeży i rześki. 12 lat nie wystarczyło, aby odebrać mu dziki charakter, ale jednocześnie kompozycja jest okrągła i bez dysonansów. Beczki po sherry dają kwiatowo-owocową słodycz. Beczki po bourbonie obezwładniają język nutami wanilii. Sam alkohol lekko oleisty. Wody nie dolewałbym w żadnym wypadku, ale na słoneczny dzień byłby to ciekawy dram z kostką lodu.

Finisz:
Spodziewałem się błyskawicznego "do widzenia", ale smak pozostaje w ustach dość długo. Nie paraliżuje podniebienia, jak starsze edycje, ale przyjemnie o sobie przypomina.

Podsumowanie: 
Sentymenty na bok, ale muszę przyznać, że to całkiem dobry single malt. W cenie 119 zł za 0,7l otrzymujemy ładne, rozpoznawalne opakowanie, fikuśną butelkę i alkohol trafiający w niemal każdy gust. Minusem jest filtracja na zimno i dodatki kolorystyczne, ale nieugięcie się producenta przed modą na edycje bez podania wieku - NAS - jest godne pochwały. 
Firma rodziny Grantów wydaje rocznie miliony na marketing i jest on skuteczny. Ich butelki znajdziemy wszędzie na świecie, a rozpiętość cenowa portfolio jest spora. Ostatnio właściciel Domu Whisky - Andrzej Kubiś stał się pierwszym w Polsce posiadaczem edycji 50 letniej. Jej cena to obecnie 135 000 złotych. Każdemu prezesowi spółki Skarbu Państwa gorąco polecamy przy wypłacie odprawy. Każdemu nie-prezesowi polecamy przyzwoite edycje nastoletnie.




Zobacz także: 


Autorzy:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik - Kucharuk
Read More
      edit