Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glenfiddich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glenfiddich. Pokaż wszystkie posty

18 sie 2016

Published 23:12 by with 0 comment

Glenfiddich 18 Y.O. - Doświadczona 18-stka - Degustacja #12


(czyt. glenfidich)
"I like my whisky old and my women young" - Errol Flyn. 

Każdy, nawet osoba stawiająca pierwsze kroki w świecie luksusowych alkoholi, wie, że wiek ma znaczenie i niesie za sobą spore różnice cenowe. To prawda, że whisky z wiekiem nabiera siły, gromadzi i rozbudowuje swoje aromaty, a traci na dostępności i przyjazności dla portfela. Edycje naprawdę leciwe osiągają ceny rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Jaka jest granica wieku, po przekroczeniu której cena szybuje w górę razem z siłą i bogactwem doznań? Tą granicą jest właśnie 18 lat.

Gdy się nad tym zastanowimy, to aby taki złoty płyn znalazł się w naszych kieliszkach, musi spędzić w dębowych beczkach przynajmniej 6570 dni. Sama produkcja destylatu pociąga za sobą koszty, które, w zależności od metody, mogą być odrobinę większe lub mniejsze. Czy jednak zastanawialiście się, ile musi kosztować wynajęcie lub nawet korzystanie z własnego magazynu, w którym producent składuje tysiące beczek przez -naście, czy -dziesiąt lat? Za niebotyczne ceny naszej whisky odpowiada więc z jednej strony kosztowny proces produkcji i leżakowania, z drugiej, szczególnie przy limitowanych wersjach, płacimy za ilość butelek jeszcze nieotwartych. Każda edycja zyskuje na cenie w momencie otwarcia kolejnej należącej do niej butelki. Decydując się na uszczuplenie światowych zasobów danego rocznika whisky sprawiamy, że reszta staje się jeszcze cenniejsza. Co z tego wynika?

Przede wszystkim, gdy próbujecie starszego destylatu, musicie pamiętać o jednym. NIGDY NIE NISZCZCIE GO COLĄ !!!. Przyjmijcie go takim, jaki jest i wznieście kieliszek z nabożeństwem. Ktoś bardzo się napracował, abyście mogli go skosztować. Dziś my z takim szacunkiem podchodzimy do Glenfiddicha 18 Y.O. 


Jak w przypadku degustacji Glenfiddicha 12 Y.O. i Glenfiddicha 15 Y.O., korzystamy z Glenfiddich Explorers Collection, składającego się z trzech buteleczek po 200 ml (12-, 15- i 18-letnich destylatów) i kieliszka degustacyjnego. Sama butelka 0,7 l próbowanej przez nas wersji kosztuje (pewnie za sprawą dużego popytu i dostępności destylatu) około 280 zł, co biorąc pod uwagę wiek, nie wydaje się być wygórowaną ceną. Finansowe schody zaczynają się przy wyższych wypustach.

Nasza osiemnastka oznakowana jest dopiskiem "Merried in small batches". Oznacza to, że w zależności od batcha (nastawu) z jakiego pochodzi whisky, może ona się delikatnie różnić. W naszej edycji nie otrzymamy informacji dot. numeru batcha, ale przy większych pojemnościach numer powinien być podany na etykiecie. Doskonałym przykładem tak oznaczonych butelek są wypusty destylarni Aberlour - Aberlour A'Bunadh, których numery sięgają już do 56 batcha i co roku pojawiają się przynajmniej trzy nowe. Niby ta sama whisky, ale koneser jest w stanie wyłapać subtelne różnice.    
Glenfiddich 18 Y.O. to mieszanka destylatów, które ucięły sobie drzemkę w beczkach po bourbonie i sherry Oloroso. Nadal niestety mamy tylko 40% ABV, nadal stosowana jest filtracja na zimno i nadal dodawany jest karmel. Co więc się zmieniło? 


Oko:
W kieliszku pływa złoty alkohol, odrobinę ciemniejszy od 15-letniego.

Nos:
Spora doza świątecznych aromatów. Najpierw domowe ciasto, sporo suszu, śliwki, jabłka, daktyle, imbir, goździki, cynamon, a to wszystko połączone wanilią i karmelem. Po chwili pojawiają się akcenty kwiatowe, dębowe i słodycz gryczanego miodu.

Smak:
Na języku bardzo gładko, choć pikantnie. Świeżość 12-latki nie zniknęła, ale dojrzała i stała się bardziej agresywna. Zdecydowanie domaga się szacunku, kąsając kubeczki smakowe. Whisky lekko pieprzna, bardzo dębowa i zaskakująco owocowa. Mimo, że aromaty przypominają susz, to w smaku owoce nadal są soczyste, jakby przed chwilą zerwane. Słodko-kwaśne jabłka i gruszki walczą o dominację, a wszystko to skąpane w miodowym syropie. 
18 lat pozwoliło alkoholowi dojrzeć i rozbudować paletę. Jest nad czym się pochylić i czym się delektować w gronie przyjaciół.

Finisz:
Długi, kwaśny i cierpki. 

Podsumowanie:
Każdy z opisywanych przez nas Glenfiddichów niezaprzeczalnie różni się od pozostałych. Każdy też wydaje się być skomponowanym pod inne podniebienie, choć wyczuwalny jest wspólny rdzeń. Nam osobiście najbardziej przypadły do gustu wersje 18 Y.O. i 12Y.O..
Uważamy, że degustowana właśnie osiemnastka to porządna whisky, która stanowi kolejny, ważny krok w poznaniu smaku Speyside. Jej cena, choć już wysoka, wydaje się być odpowiednią, przemawia za nią jakość. Brakuje mi nadal tych dodatkowych 3% ABV i zupełnie nie rozumiem potrzeby kolorowania takiego wydania whisky. Beczki po sherry powinny w wystarczającym stopniu zaciemnić destylat. Zamiast jednak marudzić, pochylimy się z chęcią nad kolejnym kieliszkiem. 





Zobacz także: 

Autorzy:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik - Kucharuk

Read More
      edit

11 sie 2016

Published 23:51 by with 0 comment

Glenfiddich 15 Y.O. - Czym, cholera, jest Solera? - Degustacja #11

 (czyt. glenfiddich)


Glenfiddich 15 Y.O. to kolejna po wersji 12-letniej edycja z destylarni w Dufftown, której degustacji się podjęliśmy. Jak pisaliśmy wcześniej, korzystamy z wersji Glenfiddich Explorer's Collection, składającej się z trzech butelek (12-, 15- i 18-letniej) po 200 ml i dołączonego do zestawu kieliszka, w cenie 260 zł za całość. Sama 15-latka kosztuje około 200 zł za butelkę 0,7 l. Czy jest warta swojej ceny, biorąc pod uwagę, że jej głównego konkurenta - 15 letniego Glenliveta można zakupić za 50 zł mniej? O tym właśnie chcieliśmy się przekonać. 

Choć nadal mamy do czynienia z 40% alkoholem, dodatkami karmelu i filtracją na zimno, warto jej się przyjrzeć, bo nie jest to typowa 15-latka. Sekret tkwi w procesie produkcji. Magiczne słowo "Solera", oznacza specjalny system dojrzewania alkoholi, wywodzący się podobno z Chin, jednak znacznie rozbudowany we Francji i Hiszpanii. Stosowany jest głównie w procesie produkcji wina, sherry, piw, brandy, rumów, ale od jakiegoś czasu także whisky. Jednak biorąc pod uwagę restrykcje dotyczące określania wieku alkoholu w Szkocji, w tym ostatnim przypadku będzie znacząca różnica. W przypadku rumu z napisem Solera na etykiecie, mamy do czynienia z alkoholem, którego najstarszy składnik był w określonym na etykiecie wieku. Jeśli chodzi o whisky, będzie odwrotnie. Nasz 15-letni Glenfiddich Solera będzie więc zawierał destylaty w wieku CO NAJMNIEJ 15 lat, mimo, że sam proces maturacji wyglądał podobnie. 



Czym więc charakteryzuje się ta metoda? W przypadku alkoholi z Półwyspu Iberyjskiego wygląda to następująco: producent ustawia w rzędach odpowiednią ilość beczek jedna na drugiej, z których ta na spodzie, nazywana właśnie solera, będzie zawsze najstarszą, a te leżące na niej (nazywane criadera) będą kolejno młodszymi (criadera 1, criadera 2 itd.). Powiedzmy, że w przypadku naszego rumu solera będzie miała 20 lat, a kolejne beczki w pionie będą odpowiednio młodsze o 5 lat. Gdy zechcemy zabutelkować nasz alkohol, sięgniemy po najstarszą beczkę i opróżnimy ją do połowy. Następnie brakującą objętość uzupełnimy zawartością beczki z piętra wyżej i wedle tego schematu postąpimy z całą kolumną, przez co najmłodsza beczka zostanie w połowie pusta (napełnimy ją alkoholem z tego roku i cały proces będzie się powtarzał). Po takim cyklu nasza najstarsza beczka - 20-letnia, jest wypełniona wielopokoleniowym miksem. Proces ten pozwala na produkcję rozbudowanych palet smakowych w oparciu o różne roczniki. Skoro sprawdziło się to stworzeniu ciekawych sherry i rumów, czemu nie miałoby się udać przy whisky? 



Glenfiddich zmodyfikował wyżej opisaną metodę. Zbiornik zostaje napełniony co najmniej piętnastoletnimi destylatami z różnych beczek (70% ex bourbon, 20% dąb europejski ex sherry, 10% świeży dąb). Mix ten leżakuje i przegryza się w 700-litrowej beczce, po 3-6 miesiącach butelkuje się połowę, powtarzając następnie proces, zawsze uzupełniając brakującą objętość wedle wspomnianych proporcji. Tak na nasze stoły trafia edycja Glenfiddich 15 Y.O.. Czas na degustację.


Oko:
Złoty kolor, znów z dodatkami karmelu.

Nos: 
Czuć suszone owoce: jabłka, gruszki, śliwki i brzoskwinie. Po chwili uwydatniają się tropiki, z mango i ananasem na czele. W porównaniu do wersji 12-letniej wyraźnie czuć, że mamy do czynienia ze starszym, bardziej wyrazistym alkoholem. Nadal jest spora doza wanilii, ale pojawia się też toffi, rodzynki, migdały i domowe ciasto.

Smak:
Destylat gładki, delikatny w smaku, nie tak kwaśny, jak w młodszej wersji, ze sporą dozą dębiny. Na języku świąteczny susz i kwiatowe aromaty. Jest winnie, choć słodycz marcepanu i sherry łagodzi wytrawność. Wyczuwalne są tez nuty przypraw, cynamon i imbir. Brakuje mi jednak pikantności, którą zapewniłyby dodatkowe 3% ABV.

Finisz:
Krótszy, niż bym się spodziewał. Mam wrażenie, że wersja 12-letnia dłużej zabawiała moje kubeczki smakowe.

Podsumowanie:
Glenfiddich 15 Y.O. to niezła whisky, która uświetni miłe spotkanie. Jest łatwo pijalna i da się w niej doszukać odrobiny głębi. To wstęp do zapoznania się z gamą starszych destylatów Glenfiddich, jednocześnie nie rujnujący portfela. Trudno mi powiedzieć, czy faktycznie proces Solera ma aż tak duży wpływ na jakość tej whisky, czy raczej jest to zabieg marketingowy. My potraktowaliśmy to jako ciekawostkę. 
15-latka oferuje wystarczająco dużo, aby rozważyć jej zakup, z drugiej strony, jako fan konkurencyjnego Glenliveta przypominam, że rówieśniczkę z jego stajni można nabyć za 3/4 tej ceny i ta opcja bardziej do mnie przemawia. Może być to jeden z powodów, dla których Glenlivet jest obecnie (podobno) najlepiej sprzedawanym single malt na świecie. 





Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik - Kucharuk

 
Read More
      edit

5 sie 2016

Published 02:57 by with 0 comment

Glenfiddich 12 Y.O. - Zielona Gruszeczka - Degustacja #10

  (czyt. glenfidich)

O rodzinie Grantów - właścicielach destylarni Glenfiddich, pisaliśmy przy okazji degustacji blendów Grantsa - tutaj. Nie chciałbym się więc rozpisywać na temat historii destylarni, alembikach itd. Do Glenfiddicha 12-letniego chciałem podejść bardziej osobiście, gdyż jest on mi dość bliski. Dlaczego zapytacie? Cieszy mnie wasza ciekawość ;) . Glenfiddich to moja pierwsza świadomie otwarta i zdegustowana whisky. Dokładnie tak. Po prawie dwóch latach sięgam po niego ponowie, z jednej strony mając na celu przygotowanie solidnej noty degustacyjnej, a z drugiej - ze swego rodzaju sentymentalną wycieczką w przeszłość. Jeszcze nie ziewacie? 

Choć destylarnia została założona w roku 1886 roku, to alkohol pierwszy raz został wydestylowany rok później, a dokładnie w wigilię 1887 roku. Przypadek chciał, że pragnąć ułatwić sobie zapoznanie z całą rodziną małżonki, postanowiłem zabrać ze sobą zieloną, trójkątną butelkę właśnie na pierwszą wigilię spędzaną poza domem . Byłem wtedy na tyle zdenerwowany, że trudno jest mi powrócić do smaku tamtego alkoholu, jednak pozostaje faktem, że Glenfiddich 12 Y.O stał się pierwszym krokiem do świata złotej królowej i zawsze budzi świąteczne skojarzenia

Glenfiddich w wersji 12 Y.O. to podstawowa propozycja z destylarni Glenfiddich, znajdującej się w rejonie Speyside, w miasteczku Dufftown. Możecie kojarzyć ten rejon z etykiety bardzo popularnego u nas Singletona 12 Y.O. ze względu na wzmiankę "of Dufftown" przy nazwie whisky, często można z resztą spotkać te butelki obok siebie na wystawce w Lidlu w tożsamej cenie, wynoszącej 119 zł. 
40% ABV może nie powala, ale nie spodziewałbym się więcej po jednej z najpopularniejszych single malt na świecie. Glenfiddich to marka, po którą sięgają tak amatorzy, jak i zaprawieni w bojach degustatorzy. To whisky do "użytku codziennego" - jak pisze Dominic Roskrow w swojej "1001 Whisky, Których Warto Spróbować". Ponieważ był to pierwszy single malt rodziny Grantsów, darzymy go szacunkiem, podobnie jak miliony fanów odwiedzających co roku destylarnię.

Po powrocie z Islay zatęskniliśmy za klasycznymi smakami dorzecza Spey i postanowiliśmy ponownie przyjrzeć się wypustom z Dufftown, czego efektem są degustacje wersji 12, 15 i 18-letniej. Aby jednak nie zbankrutować, sięgnęliśmy po zestaw Glenfiddich Explorer Collection (cena to ok. 260 zł), zawierający trzy trójkątne buteleczki po 200ml, wraz z ładnym kieliszkiem degustacyjnym. Zestawy takie często pojawiają się w sieci sklepów Macro i w Domu Whisky. Należy zwrócić uwagę, że różnią się one nie tylko wiekiem, ale też sposobem przygotowania, używanymi beczkami i wielkością produkcji, nie jest to więc czyste porównanie roczników. Pozwala ono jednak na zetknięcie się z DNA destylatu i wyjątkowym charakterem destylarni. 


Enough of talking. Let's get back to bussines !!!

Oko: 
Kolor słomkowy, choć częściowo za sprawą karmelu. Niestety.

Nos:
Bardzo delikatny alkohol, którego zapach momentalnie umyka przed atakiem z zielonego sadu. Twarda, dojrzała gruszka to dominujący aromat wydobywający się z kieliszka. Obok niej znajdziemy sporo kwiatów, wanilii, agrestu, świeżo skoszonej łąki, herbaty i na koniec odrobinę winnej wytrawności.

Smak:
Smak podąża za zapachem, ale więcej w nim kwasku. To destylat świeży i rześki. 12 lat nie wystarczyło, aby odebrać mu dziki charakter, ale jednocześnie kompozycja jest okrągła i bez dysonansów. Beczki po sherry dają kwiatowo-owocową słodycz. Beczki po bourbonie obezwładniają język nutami wanilii. Sam alkohol lekko oleisty. Wody nie dolewałbym w żadnym wypadku, ale na słoneczny dzień byłby to ciekawy dram z kostką lodu.

Finisz:
Spodziewałem się błyskawicznego "do widzenia", ale smak pozostaje w ustach dość długo. Nie paraliżuje podniebienia, jak starsze edycje, ale przyjemnie o sobie przypomina.

Podsumowanie: 
Sentymenty na bok, ale muszę przyznać, że to całkiem dobry single malt. W cenie 119 zł za 0,7l otrzymujemy ładne, rozpoznawalne opakowanie, fikuśną butelkę i alkohol trafiający w niemal każdy gust. Minusem jest filtracja na zimno i dodatki kolorystyczne, ale nieugięcie się producenta przed modą na edycje bez podania wieku - NAS - jest godne pochwały. 
Firma rodziny Grantów wydaje rocznie miliony na marketing i jest on skuteczny. Ich butelki znajdziemy wszędzie na świecie, a rozpiętość cenowa portfolio jest spora. Ostatnio właściciel Domu Whisky - Andrzej Kubiś stał się pierwszym w Polsce posiadaczem edycji 50 letniej. Jej cena to obecnie 135 000 złotych. Każdemu prezesowi spółki Skarbu Państwa gorąco polecamy przy wypłacie odprawy. Każdemu nie-prezesowi polecamy przyzwoite edycje nastoletnie.




Zobacz także: 


Autorzy:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik - Kucharuk
Read More
      edit